Home / Komentarze i analizy / Kto jest tą ,,klasą średnią” i co się z nią stanie w trakcie kryzysu?
Kto jest tą ,,klasą średnią” i co się z nią stanie w trakcie kryzysu?

Kto jest tą ,,klasą średnią” i co się z nią stanie w trakcie kryzysu?

Neoliberalne media jak gdyby nie zdając sobie sprawy z problemów życia codziennego większości nas Polek i Polaków lubią ostatnio opowiadać o sposobach radzenia sobie z inflacją i wzrostem kosztów życia. Zalecają nam min.: brak kupna nowego ,,range rovera” (mowa o kwocie oscylującej w okolicach kilkuset tysięcy złotych), rezygnacji z naprawdę drogich posiłków na mieście, instalację paneli fotowoltaicznych, czy… kradzież mydełek z hoteli (tak to też autentyk).

Wszystkie te powyższe problemy z naszej perspektywy wydają się błahe i budzą mieszankę uzasadnionej złości i rozbawienia. Jednak należy, w tym wszystkich odszukać szerszą perspektywę klasową i zrozumieć kim są ludzie, których perspektywę postanowiły przyjąć największe media, oraz co czeka ich w trakcie kryzysu.

Klasa średnia, a konkretniej jej znikomość

W polskim społeczeństwie istnieje mylne przekonanie o strukturze ekonomicznej, w której to biednych ludzi jest stosunkowo niewielu (najczęściej my nimi nie jesteśmy), potem następuje szeroki wachlarz zmitologizowanej klasy ,,średniej”, i garstka bogatych ludzi.

Obraz warstwy środkowej jest bardzo mocno zakrzywiony przez otaczające nas media i w ten oto sposób otrzymujemy Polaków zarabiających tyle, co zwykły pracownik na zachodzie obserwujących świat z punktu widzenia drobnego przedsiębiorcy.

Kwestią znikomą w tej analizie jest stosunek do środków produkcji, albowiem prawdziwa klasa średnia to ludzie, którzy część dochodów, oprócz pracy najemnej, otrzymują z inwestycji czy posiadania środków produkcji. Na lokatach ,,inwestowało’’ w Polsce 24% Polaków i Polek (chociaż ich obecne oprocentowanie jest niższe, niż inflacja, więc ciężko to rozpatrywać w ramach zysku). Im bardziej zagłębimy się w temat tym tych ludzi staje się mniej – obligacje (6 proc.), drogocenne kruszce np. złoto, srebro (4 proc.), fundusze inwestycyjne (3 proc.).

Skoro nie tak, to jak jest naprawdę?

Patrząc na powyższy przykład, można odnieść wrażenie, że rzeczywiście klasy średniej (z terminologii marksistowskiej – petite bourgeoisie, czyli drobnej burżuazji, drobnomieszczaństwa) w Polsce jest znikoma ilość. Pomijając w tym momencie analizę na podstawie samego aspektu dochodowego i skupiając się na stosunku do środków produkcji, musimy zauważyć że większość z nas to pracownicy i pracownice (proletariat) – sprzedajemy swoją siłę roboczą, czerpiąc z tego tytułu przychód. Istnieje także druga znacząca klasa mianowicie kapitalistów, którzy to czerpią zyski z posiadania środków produkcji tj. fabryk, udziałów, maszyn, sprzętu do pracy itp. Taki wstępny zarys pomoże nam teraz zrozumieć lepiej sytuację drobnej burżuazji, która znajduje się w pewnym rozwarciu pomiędzy tymi dwoma klasami.

Ten podstawowy zarys byłby oczywiście niekompletny bez uwzględnienia tzw. nowej klasy średniej. W ciągu XX wieku to właśnie ona, w miejsce zanikających drobnych wytwórców i handlarzy, zajęła miejsce mitycznej klasy średniej opiewanej przez ideologów burżuazyjnego społeczeństwa. Jest to przede wszystkim kadra menedżerska średniego i wyższego szczebla, pracownicy korporacji (nazwać by ich można prywatną biurokracją) i tzw. wolne zawody lekarze, adwokaci, pisarze, wreszcie akademicy czy dziennikarze, teraz dorzucilibyśmy jeszcze np. infuenserów itp. Nie dziwi więc, że głos ich jest tak mocno słyszalny w mediach. Ludzie ci w przeciwieństwie do starego drobnomieszczaństwa są przeważnie pracownikami. Ich pozycja klasowa więc jest nawet bardziej niejednoznaczna, niż w przypadku drobnych posiadaczy.

,,Klasa średnia”, a kapitalizm w trakcie kryzysu

Po naprawdę bardzo krótkim wyjaśnieniu struktury klasowej, otaczającego nas świata, przejdźmy do sytuacji, która nas otacza. Osoby skarżącę się na kryzys, w sposób przytoczony we wstępie, to najczęściej właśnie drobna burżuazja.

,,Zarzucano nam, komunistom, jakobyśmy chcieli znieść własność osobiście nabytą, osobiście zapracowaną; własność, która jakoby tworzy podstawę wszelkiej osobistej wolności, działalności i samodzielności.

Zapracowana, nabyta, osobiście zarobiona własność! Czy mówicie o drobnomieszczańskiej, drobnochłopskiej własności, poprzedniczce własności burżuazyjnej? Nie mamy potrzeby jej znosić, zniósł ją i znosi ją codziennie rozwój przemysłu.”

Powyższy cytat pochodzi z ,,Manifestu Partii Komunistycznej” Marksa i Engelsa. Odpowiada on na zarzuty stawiane socjalistom i komunistom jakoby chcieli znieść ,,własność” jako taką, tymczasem to sam kapitalizm niszczy własność drobnych właścicieli, jak powiedzieliby nacjonaliści: ,,naszych małych polskich firm”. Wbrew zarzutom burżuazyjnych ideologów – my marksiści nie jesteśmy jakimiś wariatami, którzy widzą świat zero jedynkowo. Rozumiemy istnienie klas i warstw pośrednich (między proletariatem a kapitalistami). Jednakże zdajemy sobie sprawę, że w kapitalizmie, z każdym kryzysem, każdą próbą, na którą wystawia ,,wolny rynek”, dochodzi do coraz większej akumulacji kapitału w rękach nielicznych i krok po kroku spychania drobnej burżuazji w jedną z dwóch klas. Właśnie takie czasy trwają obecnie. Według danych REGON, w całym kwartale zamknięto 7629 firm, a  ich miejsce zajmą korporacje. Wzrost nierówności dochodowych w Polsce, jakiego doświadczamy od lat 90., jest zdaniem ekonomistów z Paris School of Economics „spektakularny” i przypomina dynamikę rozwarstwienia występującą np. w Rosji.

,,W krajach, w których rozwinęła się współczesna cywilizacja, powstało nowe drobnomieszczaństwo, zawisłe między proletariatem a burżuazją i tworzące się wciąż na nowo, jako uzupełniająca część społeczeństwa burżuazyjnego; jednak konkurencja strąca nieustannie członków tej klasy do szeregów proletariatu, a rozwój wielkiego przemysłu ukazuje im nawet zbliżającą się chwilę, kiedy zupełnie znikną jako samodzielna część współczesnego społeczeństwa i zostaną zastąpieni w handlu, w przemyśle rękodzielniczym, w rolnictwie przez dozorców nad robotnikami i przez służbę.” 

tamże

W obecnych warunkach i otaczającym nas kryzysie przedstawiciele drobnej burżuazji nie chcą się pogodzić i urealnić swojej przegranej pozycji klasowej, starają się oni swoim lamentem zachować stary porządek. Jednak skończyły się już czasy corocznych lotów na wakacje, drogich restauracji, czy najnowszych aut, a coraz to większe spychanie ich w ramiona proletariatu czy burżuazji staje się nieuniknionym faktem.

,,Ale w swej pozytywnej treści socjalizm ten [drobnomieszczański] chce przywrócić, bądź dawne środki produkcji i wymiany, a wraz z nimi i dawne stosunki własności i dawne społeczeństwo, bądź też chce przemocą wtłoczyć nowoczesne środki produkcji i wymiany w ramy dawnych stosunków własności, które zostały przez nie rozsadzone, musiały być rozsadzone. W obu wypadkach jest on zarazem reakcyjny i utopijny.”

tamże

Nie inaczej jest w przypadku ,,nowej klasy średniej”, której dochód uzależniony bądź co bądź od pensji wypłacanej przez swych panów, sprawia że odczuwa ona skutki rosnącej inflacji i spadku płacy realnej podobnie jak klasa robotnicza (oczywiście startując z innego pułapu), nie mogąc jednocześnie w przeciwieństwie do drobnych posiadaczy kapitału liczyć na większe marże.

Drobnomieszczaństwo jako całość ma jeszcze jedną olbrzymią wadę, a mianowicie wpada w pułapki burżuazyjnych ideologii. Chociażby ostatnimi czasy ratunek przed nadciągającym kryzysem widzi w intensyfikacji liberalizmu gospodarczego, głosząc potrzebę likwidacji pomocy socjalnej, w niej widząc przyczyn obecnego kryzysu.

Obecnie mamy czasy upadku, gdy wiele osób z biedniejszej części klasy drobnej burżuazji wpadnie w szeregi proletariatu. Stracą oni swoje skromne środki produkcji, czy inwestycje. Zaczną znów żyć ze sprzedaży siły roboczej. Utrata dochodów grozi też menedżerom i ich towarzyszą w służbie kapitałowi. Oni, więc będą musieli się pogodzić z faktem, że są zwykłymi pracownikami, podobnie jak nierzadko wyśmiewane przez nich pielęgniarki, górnicy, czy pracownicy marketów. Upadek może być bolesny, ale być może też otrzeźwiający.

Naszym zadaniem w obliczu nadchodzącej intensyfikacji walki klasowej powinno być przyciągnięcie tych osób do ruchu pracowniczego (czy to poprzez związki zawodowe, czy organizacje polityczne takie jak nasza), na stronę proletariatu. Pokazywanie, że w istocie nie mają z nim sprzecznych interesów, a wręcz przeciwnie często mają interesy zbieżne. To nie tylko w przypadku lepiej zarabiających pracowników umysłowych, menedżerów itp. którzy jako pracownicy w sposób naturalny metody walki o poprawę swego losu powinni oprzeć na metodach proletariatu. Jeśli zdadzą sobie sprawę ze swej pozycji klasowej, walkę o lepsze prawo pracy i silniejszą pozycję związków zawodowych będa mogli uznać za swoja. Także jednak drobni posiadacze powinni zdać sobie sprawę z faktu, że program socjalistyczny, postulując, chociażby silną regulację rynku, czy przejęcie kontroli nad systemem finansowym przez państwo robotnicze, bardziej odpowiada ich interesom, aniżeli polityka ultra wolnorynkowa, która tak naprawdę sprzyja tylko najsilniejszym podmiotom, czyli przeważnie wielkim ponadnarodowym korporacjom.

 

Aleksander Marchlewski

About admin

Scroll To Top