Home / Komentarze i analizy / Damian Bursa: Czym jest inflacja i jak z nią walczyć
Damian Bursa: Czym jest inflacja i jak z nią walczyć
Źródło: GUS

Damian Bursa: Czym jest inflacja i jak z nią walczyć

Inflacja” – słowo to wywołuje szczególne uczucia. Głównonurtowe media odmieniają je przez wszystkie przypadki. Słychać o niej od liberalnej opozycji, często nawiązuje do niej również i rząd. O inflacji jest głośno również wśród społeczeństwa. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż stanowi ona jeden z palących problemów naszych czasów. Podczas gdy dla jednych jest ona prawdziwą tragedią, inni czerpią z niej lukratywne zyski. Niniejszy tekst ma za zadanie przedstawić alternatywny sposób myślenia o tym zjawisku, opozycyjny wobec neoliberalnej propagandy sączonej z głównonurtowych mediów oraz nieudolnych prób tłumaczenia reakcyjnego rządu PiS.

Czym jest inflacja

Odnosząc się do inflacji należy najpierw opisać krótko czym ona w zasadzie jest. Z najprostszej definicji inflacja to wzrost przeciętnego poziomu cen w gospodarce. Obliczana jest za pomocą wskaźników jak np. CPI (Consumer Price Index), według GUS etc. Monitorują one „koszyk” danych dóbr (ceny jedzenie, napojów bezalkoholowych) i na ich podstawie określają poziom cen, czy ma on tendencję rosnącą czy spadającą. Owe „koszyki” mogą się różnić, w zależności od wskaźnika, jednak finalne różnice w wynikach są minimalne. Samą inflację można podzielić na dwa rodzaje: popytową i kosztową (podażową). Inflacja popytowa występuje, gdy popyt w gospodarce przekracza podaż, a objawia się ona w postaci „pustych półek”. Najczęściej pojawia się ona w przypadku wystąpienia szoku na rynku, dobrym tego przykładem był początek pandemii i gwałtowny skok cen maseczek, rękawiczek i płynów dezynfekcyjnych, połączony z ich brakiem w sklepach. Teoretycznie może wystąpić ona w innych przypadkach, lecz jest to sytuacja raczej hipotetyczna. Inflacja kosztowa natomiast jest ściśle związana ze wzrostem kosztów produkcji. W przypadku wystąpienia takiej sytuacji firmy, chcąc chronić swoje marże, podniosą ceny. Sam pogląd na przyczyny inflacji różni się między poszczególnymi szkołami ekonomicznymi.

Przyczyny obecnej inflacji

Ta rozbieżność wyraża się w wielości stanowisk oraz deklaratywnych przyczyn inflacji, w zależności od ugrupowania. Oczywistym jest, że hegemonię w życiu społeczno – gospodarczym w Polsce (podobnie jak i w innych krajach) sprawuje neoliberalizm. Rzutuje to na najpowszechniejsze wytłumaczenia przyczyn obecnej inflacji. Otóż według neoliberalnej części sceny politycznej (niestety ogromnej większości) inflacja jest winą działań rządu oraz NBP. Najczęściej tłumaczy się ją „rozdawnictwem” PiS (tzw. „drukowaniem pieniądza” lub używając terminologii ekonomicznej – luzowaniem ilościowym) w postaci wprowadzenia programu „500+” oraz innych programów redystrybucyjnych. Podkreśla się również złą politykę NBP w stosunku do „siły” złotego, krytykując politykę niskich stóp procentowych. Wielu ekonomistów burżuazyjnych wskazuje również na rządowe „Tarcze Antykryzysowe” jako przyczynę inflacji. Według tej myśli rząd, pompując pieniądze do gospodarki wywołał bodziec inflacyjny. Strona rządowa najczęściej tłumaczy inflację wojną w Ukrainie ( czego wyrazem jest padający często z ust polityków PiS neologizm „Putinflacja”). Częstym wytłumaczeniem, choć w Polsce nie rozpowszechnione w tak znacznym stopniu jak np. USA, są zakłócenia w łańcuchach dostaw. Powodują one bowiem problem w zaopatrzeniu na rynku, a co za tym idzie powstaje presja inflacyjna na ogarnięte zagrożeniem niedoboru produkty.

Warto przyjrzeć się owym próbom wytłumaczenia problemu inflacji. Zacznijmy od propozycji neoliberałów, jako że jest ona najbardziej rozpowszechniona w społeczeństwie. Łączenie przyczyny inflacji z nadmiernym popytem jest de facto standardowym spojrzeniem na tę kwestię szkoły neoliberalnej. W polskich warunkach oznacza usilne tłumaczenie, że socjalne programy rządu PiS, jak np. program „Rodzina 500+” spowodowały nadmierny popyt w gospodarce, a co za tym idzie wzrost cen. Wszak wdrożenie go oznaczało potężny zastrzyk pieniądza w gospodarkę. Tłumaczenia tego typu mijają się jednak z rzeczywistością. Aby poprzeć tę tezę powszechnie mówi się o „drukowaniu pieniądza” przez rząd. To popularne stwierdzenie bardzo często jest odbierane jako rzeczywiste dodrukowanie fizycznych banknotów, aby wdrożyć je do obiegu. Jednak nazwa ta jest metaforyczna, w ekonomii określana jest bardziej profesjonalnym terminem – luzowaniem ilościowym. Luzowanie ilościowe to nic innego jak zwiększanie podaży pieniądza w obiegu. W warunkach neoliberalnych standardowym instrumentem służącym do jej regulacji są stopy procentowe. Oprócz tego bank centralny może pośrednio wpływać na podaż pieniądza poprzez zakup obligacji na rynku. Innym sposobem jest również zaciągnięcie deficytu budżetowego. Patrząc na dane GUS nic żadne „drukowanie pieniądza” nie nastąpiło. Od momentu wprowadzenia programu stosunek deficytu do PKB malał, a projekt budżetowy na 2020 rok po raz pierwszy po 1989 roku zakładał tzw. „budżet zbilansowany” (bez deficytu). Jego gwałtowny skok odnotowano dopiero w 2020 roku, przy okazji „Tarcz Antykryzysowych”, które pompowały pieniądze do gospodarki (a więc były przykładem luzowania ilościowego lub mówiąc inaczej – „drukowania pieniądza”). Same „Tarcze” mające być powodem inflacji również są dość problematyczne. Polityka ta propopytowa, a nie propodażowa, miała utrzymać miejsca pracy i nie dopuścić do gwałtownego wzrostu bezrobocia. Pieniądze w ramach owych programów pomocowych trafiały do właścicieli kapitału, a nie pracowników, których wydatki mają największy wpływ na poziom popytu. Można tu raczej mówić o pewnym podtrzymaniu popytu, aniżeli jego zwiększeniu (choć obcinanie pensji klasie robotniczej również pozytywnie na popyt nie wpłynęło). Jeżeli wystąpiła większa presja na podaż od strony popytu, to była ona wywołana przez właścicieli firm, wspartych z publicznych środków, jednak nawet w takim przypadku trudno jest mówić, żeby przybrała ona znaczne rozmiary. Duża część środków trafiła wszak na prywatne konta (łączna wartość liczona jest na kwotę rzędu miliardów złotych), nie znalazła się więc w obiegu. Dodatkowo inflacja popytowa może wystąpić w przypadku, gdy popyt przewyższa moce produkcyjne gospodarki. W 2021 roku wynosiły one ok. 78%, warto dodać że w dzisiejszym kapitalizmie ogólny poziom ich wykorzystania nie jest całkowity (istnieje nadwyżka mocy wytwórczych wobec efektywnego popytu). Jak w takim razie zwiększenie popytu przez nieudolne próby redystrybucji rządu PiS mogło doprowadzić do inflacji popytowej? Samo obwinianie za to wyłącznie rządu jest niekonsekwentne. W jaki sposób PiS i NBP wpływają na inflację w innych krajach, gdzie dla przykładu w Estonii wynosi ona w chwili pisania owego tekstu 22%, w Litwie 20,5 % a w Łotwie 19%. W USA jest ona co prawda niższa niż w Polsce i wynosi 9,1%, jednak jest to wynik najwyższy od ponad 40 lat1.

Strona rządowa natomiast sprawia wrażenie zagubionej. Jej głównym argumentem jest to, że to wojna w Ukrainie wywołała inflacje. Czołowi politycy rządzącej kliki odmieniają przez wszystkie przypadki neologizm „Putinflacja”. Choć analitycy Pekao potwierdzają, że trwający na wschodzie konflikt odpowiada za około jedną trzecią obecnej inflacji2, nie tłumaczy to dlaczego biliśmy jej rekordy jeszcze przed jego rozpoczęciem. Dość kontrowersyjne w obecnym dyskursie stanowisko zajął prof. Richard Wolff. Według niego to nie sama wojna, a sankcje odbijają się na gospodarkach, wywierając presję na wzrost cen. Embargo na rosyjską ropę, w warunkach ogromnego zaspokajania potrzeb na ów surowiec przez ten kraj, zmusza do poszukiwania u innych, jeszcze nie dawno zwaśnionych z USA, krajów.

Ciekawą perspektywę ukazuje również prof. Wolff w przypadku argumentu o łańcuchach dostaw. Stanowi on jedynie niewinną zasłonę dla klasy kapitalistycznej. Głównym uzasadnieniem dla pobieranych przez kapitalistów zysków jest „ponoszone ryzyko”, jednak w przypadku jego wystąpienia szukają sposobu na ratowanie swych zysków kosztem klasy robotniczej. Zakłócenia w łańcuchach dostaw mogą być wszak zakłócone przez wiele różnych czynników, jak chociażby niestabilność gospodarczo – społeczna, susze, powodzie, tornada, sztormy etc. Za brak przygotowania na tego typu sytuacje wina spada tylko i wyłącznie na właścicieli kapitału, którzy w pogoni za zmniejszeniem kosztów, a co za tym idzie, zwiększeniem zysków rezygnują z utrzymywania magazynów i decydują się na funkcjonowanie w ramach modelu Just in time. Wydłużone łańcuchy dostaw są również wynikiem pędu kapitalistów w stronę większych zysków. Przeniesienie produkcji do krajów „Globalnego Południa” oznacza korzystanie z dużo tańszej siły roboczej, co pozwala im na pobieranie „renty imperialistycznej”. Sam model Just in time oznacza produkcję na zamówienie, opiera się na ciągłych dostawach towarów, z pominięciem potrzeby ich magazynowania na większą skalę. W stabilnej sytuacji model ten się sprawdzał, jednak zakłócenia w jego funkcjonowaniu pojawiły się jeszcze przed pandemią, a wynikały one ze wzrostu napięć między głównymi krajami imperialistycznymi. Pandemia i wojna w Ukrainie jedynie pogorszyły sytuację. Należy jednak zaznaczyć, że z samego założenia model ten jest podatny na zakłócenia.

Jakie czynniki inflacji należy jednak wskazać? Z całą pewnością dotyczy ona czynnika podażowego w postaci wzrostu kosztów energii i paliw. Patrząc na dane GUS, w gospodarce przede wszystkim wzrosły ceny prądu i gazu, a dopiero potem innych artykułów. Wynika z tego, że inflacja ma charakter kosztowy, kapitaliści podnoszą ceny towarów, aby chronić swoje marże. Jednakże nie tylko jeden czynnik jest za nią odpowiedzialny. Inflacja powyżej 10% uważana jest za „galopującą”, co oznacza, że ma ona charakter samonapędzający się. Niezwykle istotnym czynnikiem jest wzrost oczekiwań inflacyjnych. Napędzają one inflację, gdyż kapitaliści zakładają wzrost cen o daną wartość, więc uwzględniają go w swych planach na przyszłość. Stwarza to świetne warunki dla zachowań spekulacyjnych, gdyż społeczeństwo również nastawia się na wzrost cen o daną wartość. Jak zauważa marksistowski ekonomista Prabhat Patnaik, u podstaw inflacji (na przykładzie USA, jednak nie ma powodu aby sądzić, że kapitaliści w innych krajach zachowują się inaczej) leży autonomiczny wzrost marży, który wskazuje na spekulacje. Ceny artykułów rosną wszakże nawet w przypadku towarów, na które nie oddziałuje presja inflacyjna3.

Rozwiązania problemu inflacji

Krytyka neoliberalnej opozycji wobec rządu PiS i polityce podnoszenia stóp procentowych jest tragiczną ironią i zwodzeniem społeczeństwa. Dlaczego? Co prawda rząd wydaje się zagubiony w walce z inflacją, jednak podnoszenie stóp procentowych jest charakterystycznym środkiem zaradczym proponowanym przez ekonomię głównego nurtu. Należy spojrzeć na nie jako na klasyczny przykład prywatyzacji zysków i uspołeczniania strat, gdyż niezwykle uderza ono w ogromną większość społeczeństwa. Z założenia podniesienie kosztu kredytu na zmniejszyć podaż pieniądza na rynek, zmniejszają wydatki inwestycyjne oraz wydatki gospodarstw domowych4. W warunkach niedostatecznego popytu efektywnego dość duża część konsumpcji jest finansowana z kredytu. Niektórzy mogą być wręcz zmuszeni do zaciągnięcia zadłużenia w banku, np. w przypadku chęci zakupu mieszkania, na które stać niewielką liczbę ludzi. Podnoszenie stóp procentowych doprowadza do zwiększenia kosztów obsługi zadłużenia. Sytuacja ludzi zadłużonych, na których kredyt już wcześniej wywierał ogromną presję ekonomiczną i ciążył niczym przysłowiowy miecz Demoklesa tylko się pogarsza. Dodatkowo schłodzenie gospodarki może doprowadzić do recesji oraz wzrostu bezrobocia. Niezwykle ważna jest tu odpowiednia diagnoza przyczyn inflacji, a nie ślepe kierowanie się swymi wyidealizowanymi ramami ideologicznymi. W sytuacji wystąpienia „wąskich gardeł” w łańcuchach dostaw (a więc problemów z podażą) ograniczenie wydatków inwestycyjnych może paradoksalnie doprowadzić do pogorszenia sytuacji poprzez kolejny wzrost cen5. Postulaty tego typu nie powinny jednak dziwić. Szkoła neoklasyczna pełni funkcję apologetyczną wobec neoliberalizmu. Sam neoliberalizm powinien być postrzegany jako polityczny odpowiednik kapitału monopolistyczno – finansowego6. Przytaczając słowa Trockiego: Imperializm oznacza panowanie kapitału finansowego. Obok syndykatów i trustów, często ponad nimi, banki koncentrują w swych rękach rzeczywiste dowodzenie gospodarką7. Głównym beneficjentem owej polityki jest kapitał finansowy, zgarniający ogromne zyski kosztem ludzi. Jest szereg pomysłów zwalczania inflacji w opozycji do podnoszenia stóp procentowych. Prof. Richard Wolff proponuje 3 rozwiązania, wprowadzone na przestrzeni lat w USA: reglamentacja (podobnie jak w czasie II wojny światowej), polityka zamrożenia cen i pensji (wage – price freeze Nixona) lub kontrolę cen (jak w przypadku nielicznych przedsiębiorstw państwowych w USA). Prabhat Patnaik również znane sprzed lat rozwiązania w postaci połączenia polityki „zarządania podażą”, polityki monetarnej państwa, systemu publicznej dystrybucji oraz reglamentacji8. Wszystkie one sprowadzają się jednak do działań w ramach systemu kapitalistycznego. Kluczowym jest, aby zrozumieć, że inflacja (podobnie jak rzadziej spotykana już deflacja) są wytworami systemu opartego na prywatnej własności środków produkcji. Nawet popularne argumenty kapitalistów, w postaci spirali płacowo – cenowej (nota bene trudno jest o niej mówić w sytuacji stagnacji płac, jak w przypadku krajów kapitalistycznego centrum, lub nawet Polski, gdzie płace realne obecnie spadają) świadczą jedynie i demaskują, że celem kapitalizmu nie jest zaspokajanie potrzeb ludzi w postaci popytu, lecz maksymalizacja zysku właścicieli kapitału. Podobnie jak i w przypadku inflacji kosztowej, wzrost cen jest wyrazem chęci ochrony marż, zatem jest przerzucaniem na ludzi pracy czynników uderzających w zyski. W zwalczaniu inflacji kluczowym jest, aby skupić się na interesie ludzi pracy. Ciekawe spojrzenie zawarł Trocki w swym Programie przejściowym. Praca ta, choć napisana w 1938 roku, jest niezwykle aktualna. Pisząc o drożyźnie wysunął hasło ruchomej skali płac. W praktyce oznacza ona dążenie do zabezpieczenia wysokości płac poprzez waloryzację w stosunku do wzrostu cen. Niezwykle ważna jest jego uwaga dotycząca reakcji posiadaczy i ich adwokatów, tak przypominająca czasy nam współczesne. Choć pojawią się głosy o nierealności Trocki odpowiada: ”Realność” i „nierealność” jest w danym wypadku kwestią stosunku sił, która może być rozwiązana tylko w drodze walki9. Należy przerwać praktykę przerzucania kosztów systemu służącego kapitalistom na barki klasy robotniczej. Jak ujął to Trocki: Chodzi o życie lub śmierć jedynej twórczej i postępowej klasy i tym samym przyszłość ludzkości; jeśli kapitalizm nie jest zdolny do spełnienia żądań, nieuchronnie wypływających ze zrodzonych przezeń plag, niech ginie10.

1 Kalwasiński M., Inflacja w USA wyraźnie wyższa, niż oczekiwali ekonomiści. Ceny rosły najszybciej od ponad 40 lat, https://www.bankier.pl/wiadomosc/Inflacja-w-USA-wyraznie-wyzsza-niz-oczekiwali-ekonomisci-Ceny-rosly-najszybciej-od-ponad-40-lat-8374451.html.

2 Fejfer K., Ile wspólnego ze wzrostem inflacji ma wojna w Ukrainie?, https://forsal.pl/gospodarka/inflacja/artykuly/8413260,ile-wspolnego-ze-wzrostem-inflacji-ma-wojna-w-ukrainie.html.

3 Patnaik P., Neo-Liberalism and Anti-Inflationary Policy, https://www.networkideas.org/news-analysis/2022/06/neo-liberalism-n-anti-inflationary-policy/.

4 Chowdhury A., Sundaram J. K., Inflation Paranoia Threatens Recovery, https://www.networkideas.org/news-analysis/2022/02/inflation-paranoia/.

5 Tamże.

6 Foster J. B., McChesney R. W., Kryzys bez końca, 2014, s. 93.

7 Trocki L., Program przejściowy (Agonia kapitału a zadania Czwartej Międzynarodówki), 1938.

8 Patnaik P., Neo-Liberalism and Anti-Inflationary Policy, https://www.networkideas.org/news-analysis/2022/06/neo-liberalism-n-anti-inflationary-policy/.

9 Trocki L., Program przejściowy (Agonia kapitału a zadania Czwartej Międzynarodówki), 1938.

10 Tamże.

 

Zobacz także: Per-Åke Westerlund: Inflacja: 5% cięcia płac – na razie…

About admin

Scroll To Top