Home / Komentarze i analizy / Warszawska Parad Równości i pułapki burżuazyjnych ideologii
Warszawska Parad Równości i pułapki burżuazyjnych ideologii
Lista zorganizowanych uczestników warszawskiej parady równości

Warszawska Parad Równości i pułapki burżuazyjnych ideologii

Tegoroczna Parada Równości w Warszawie przejdzie niewątpliwie do historii. Niestety nie zapamiętamy jej jako przykładu wyjątkowo bojowej i skutecznej walki o prawa osób LGBTQ+, lecz raczej jako przykład postępującego konformizmu i uległości wobec panującej ideologii burżuazyjnej. Burżuazja ma zasadniczo dwie podstawowe ideologie liberalizm oraz nacjonalizm i choć zmienia się natężenie, z którym dominuje jedna bądź druga, obie istnieją zasadniczo obok siebie, uzupełniając się w razie potrzeby. W tym roku warszawska Parada Równości, zdominowana przeważnie siłą rzeczy przez liberalizm, nie zapomniała też o komponencie nacjonalistycznym.

Witamy w korporacyjnym świecie tęczowego kapitalizmu

To, że parady równości na całym świecie stały się nośnikiem reklam dla wielkich kapitalistycznych korporacji nie jest niestety niczym nowym. Sektory przeznaczone dla olbrzymich firm pojawiały się też już wcześniej na polskich paradach, w tym roku jednak skala tego zjawiska przekroczyła już chyba pewien punkt krytyczny. Na liście zorganizowanych bloków warszawskiej parady bez mała połowę stanowiły wielkie korporacje od Netflixa czy Google poczynając na światowych bankach typu Goldman Sachs i JP Morgan, kończąc. Trudno nie odczuć groteskowości sytuacji, w której za największych obrońców osób LGBTQ+ mają uchodzić firmy, które bez skrępowania prowadzą interesy w krajach prześladujących tę społeczność, czy to na Bliskim Wschodzie, czy w Rosji, która przecież była obiektem wyjątkowo silnego ataku na tej paradzie.

Zjawisko pinkwashingu (poprawa wizerunku dzięki wsparciu społeczności LGBTQ+) nie jest oczywiście nowe, dotyczy zarówno wielkich kapitalistów, jak i całych państw np. Izraela. Oto firmy odpowiedzialne za wzmożony wyzysk w krajach postkolonialnych i peryferyjnych, katastrofę klimatyczną, handlowanie z dyktaturami, mordowanie związkowców itd. itp., budują swój pozytywny wizerunek poprzez udawane wsparcie gejów i lesbijek. To zresztą wyjątkowo tani sposób na zrobienie sobie marki, przynajmniej na zachodzie. Oczywiście za ich decyzją o uczestnictwie w paradach równości stoi dokładnie ta sama motywacja co za decyzją o tym, że należy zlikwidować kilku związkowców w Kolumbii (sprawdźcie sobie, co ma na sumieniu w tym temacie Coca-Cola), motywacja zysku. Te same medialne korporacje zmieniające sobie logo w czerwcu na tęczowe, umieszczające bohaterów i wątki LGBTQ+ w swych produkcjach, nie mają problemu w cenzurowaniu tych samych produkcji przy wypuszczaniu ich na rynki krajów, które prawom osób LGBTQ+ są niechętne (np. rynek chiński).

Mainstreamowe organizacje LGBTQ+ tworzone i zarządzane przez ludzi o raczej liberalnych poglądach i przeważnie wywodzących się z warstw lepiej sytuowanych przyjmują – wzorując się przy tym przeważnie na państwach zachodniego kapitalizmu – wsparcie wielkich korporacji z całym dobrodziejstwem inwentarza, nie widząc w tym nic kontrowersyjnego. Takie wsparcie daje niewątpliwe korzyści. Dzięki pomocy wielkich korporacji mogą oni liczyć na – zapewne niemałe – pieniądze na organizację wydarzeń w stylu parad, jak i na samą działalność tych organizacji. Niektórzy z działaczy LGBTQ+ zdaje się, że nawet szczerze wierzą, że wsparcie tych firm naprawdę pomaga w promowaniu ich idei. Można usłyszeć np. głosy, że: „Netflix zrobił więcej dla masowej akceptacji osób LGBTQ+ niż wszyscy aktywiści razem wzięci”. Znamienne, że nikt nie wspomina w tym kontekście o JP Morgan albo BNP Paribas.

Smutne jest w tym szczególnie zapominanie przez niektórych aktywistów o swojej własnej historii. To nie Netflix, ani żadna inna korporacja doprowadziła do wzrostu akceptacji dla praw osób LGBTQ+ i zmian legislacyjnych na zachodzie – osiągnięto to dzięki długiej i ofiarnej walce tysięcy aktywistów. To słynne zamieszki w Stonewall, czy Gay Liberation Front oraz ruch Geje i Lesbijki Wspierają Górników, przecierały szlaki w walce o akceptacje osób LGBTQ+, nie kapitalistyczne korporacje – te dołączyły kiedy uznały, że im się to opłaca. Tego typu myślenie deprecjonuje też polskich działaczy, którzy od lat budują ruch, organizują demonstracje i parady, którzy uczestniczyli w marszach, na które leciały kamienie, a groźba pobicia była czymś realnym (ciągle zresztą jest czymś realnym, wystarczy przypomnieć Białystok w 2019 roku). To ludzie chodzący od lat na parady i odważnie walczący o swoje prawa sprawili, że ruch czyni postępy, a parady są coraz większe. Korporacje jak zawsze przyszły na gotowe i chętnie – skoro im pozwolono – uczyniły największą paradę równości w kraju swoim oknem wystawowym.

Nacjonalistyczny i rusofobiczny skandal

Przeładowanie reklamą kapitalistycznych korporacji na paradach równości choć zasmucające, jest już pewną normą (choć może dotychczas nie w tak dużym wymiarze i nie w mniejszych miejscowościach), do której się trochę niechętnie przyzwyczailiśmy, natomiast odmowa rejestracji Stowarzyszenia „Za Wolną Rosję” na tegorocznej warszawskiej Paradzie Równości, w normalnych warunkach zostałaby uznana za absolutny skandal, którym niewątpliwie jest. W tym roku warszawska parada równości była organizowana wspólnie z Kyiv Pride, czyli ukraińskimi działaczami LGBTQ+, którzy z oczywistych względów nie mogli zorganizować parady w Kijowie i jest to inicjatywa jak najbardziej słuszna. Niestety ukraińscy działacze zażądali usunięcia stowarzyszenia „Za Wolną Rosję” z parady, argumentując to m.in. tym, że „obecność na paradzie jakichkolwiek flag i haseł kojarzących się z Rosją jest »traumatyzujące i triggerujące«. Zabroniono nawet przynoszenia przypinek pokazujących flagi obu tych krajów z napisem „Nie Wojnie” napisanym cyrylicą. Przy czym dla działaczy Kyiv Pride bez znaczenia był nie tylko fakt antyputinowskiego i antywojennego nastawiania stowarzyszenia „Za Wolną Rosję”, ale też fakt, że powstało ono w 2014 roku właśnie w odpowiedzi na rosyjską agresję na Ukrainę, tak jak i to, że członkami stowarzyszenia są nie tylko Rosjanie, ale też Polacy, Białorusini i …Ukraińcy.

Polscy organizatorzy zgodzili się na te warunki i zaakceptowano fakt, że o niedopuszczeniu do udziału w paradzie ma decydować sama narodowość. Rosjanie, choć walczący z reżimem Putina i wojną, zostali za swoją rosyjskość ukarani i trudno tu znaleźć jakiekolwiek słowa usprawiedliwienia takiej sytuacji. Takie postawienie sprawy jest wyrazem nacjonalizmu i to nacjonalizmu w najbardziej esencjalistycznym wydaniu. W normalnej sytuacji żaden „postępowiec” nie miałby zapewne problemu w uznaniu tego za skandal i rzecz niedopuszczalną, niestety w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę i wzmożonej antyrosyjskiej propagandy, obrońców nacjonalistycznego postrzegania rzeczywistości społecznej pojawiło się bardzo wielu, także na liberalnej i „lewicowej” stronie sceny politycznej. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że do obrony nacjonalizmu używa się języka kojarzonego z ruchami emancypacyjnymi jak choćby cytowanych słów o „trigerowaniu”. Propaganda robi ze wszystkich Rosjan „orków”, „onuce”,  „kacapów” i „ciemną tłuszczę”. Działa to jak widać nie tylko na Ukrainie (co jest jeszcze zrozumiałe), ale i w Polsce. Nie ukrywajmy pada to tu, na podatny grunt długo pielęgnowanej rusofobi. Można by rzec, że skoro na lewicy popularność zyskuje tzw. polityka tożsamości, to wszystko jest tu na swoim miejscu, bo w końcu nacjonalizm to jak najbardziej polityka oparta o tożsamość. Ktoś mógłby to uznać nawet za zabawne, gdyby nie było tragiczne.

Walka o prawa osób LGBTQ+ to sprawa zbyt ważna by zostawić ją liberałom i nacjonalistom

Jak widać liberalne kierownictwo społeczności LGBTQ+, wiedzione klasowym instynktem, wpada bezbłędnie i konsekwentnie w pułapki burżuazyjnych ideologii. Liberalizm pcha ich w objęcia wielkich korporacji, które chcą uczynić z parad równości swoje miejsce do reklamy (czy naprawdę ktoś wierzy, że wsparcie od JP Morgan, albo Goldman Sachs w jakikolwiek sposób może pomóc wizerunkowo?), nacjonalizm z kolei – przeważnie przyczajony – w momencie próby wypływa, by zanegować solidarność międzynarodową między uciśnionymi i prześladowanymi. Kierunek jaki obrała warszawska Parada Równości, prowadzi prosto w ślepą uliczkę owych dwóch burżuazyjnych ideologi.

Dla nas socjalistów wsparcie walki osób LGBTQ+ nie jest kalkulacją jak dla kapitalistycznych korporacji, jest nieodłączną częścią naszego programu i spojrzenia na świat. Po pierwsze popieramy postulaty ruchu LGBTQ+ dlatego że są po prostu słuszne i naszym moralnym obowiązkiem jest włączyć się w tę walkę, po drugie jednak jest to też część naszej strategii i taktyki. Walcząc o przekształcenie świata z kapitalistycznego w socjalistyczny, musimy walczyć o jedność klasy robotniczej, która jako jedyna może do tego przekształcenia doprowadzić. Zwalczamy więc wszelkie ideologie niszczące tę jedność i wykreowane sztuczne podziały, które klasy rządzące od zawsze wykorzystywały w swej walce o przywileje. Dlatego nie tylko zwalczamy homofobię (podobnie jak nacjonalizm, czy mizoginię), która do wprowadzania owych sztucznych podziałów się świetnie nadaje, ale też wysuwamy postulaty by to ruch robotniczy np. w postaci działań związków zawodowych, wziął na siebie obronę osób LGBTQ+ także w zakładach pracy, aktywnie zwalczając ich dyskryminację, by mogli bez dodatkowego obciążenia włączyć się w walkę o swe prawa pracownicze. Dlatego też podkreślaliśmy ten wymiar naszej walki w ulotce rozdawanej na warszawskiej paradzie równości.

Nas nie zadowala emancypacja dla nielicznych, którą można sobie kupić. Większość osób LGBTQ+, wbrew często rozsiewanym nie tylko przez prawicę mitom, należy do klasy pracowniczej i ogólnie mniej zamożnej części społeczeństwa. To z tą wyzyskiwaną większością mają oni zbieżne interesy, nie z ich wyzyskiwaczami. Dlatego jako socjaliści walczymy o pełną emancypację od kapitalistycznego wyzysku i patriarchalnego ucisku wszystkich osób nieheteronormatywnych tak jak i wszystkich pracowników. W walce tej nie można zapomnieć nie tylko o solidarności klasowej, ale pamiętać też trzeba o solidarności międzynarodowej. Wspierać należy wszystkich prześladowanych ze względu na swą orientację seksualną w różnych częściach świata, nie tylko wtedy kiedy jest to wygodne. Wsparcie dla ukraińskiego ruchu LGBTQ+ nie może oznaczać dyskryminacji działaczy rosyjskich (czy jakichkolwiek innych).

 

Piotr Tronina

About admin

Scroll To Top