Nowości
Home / Europa / Nowa zimna wojna – podżegacze wojenni podsycają niebezpieczną sytuacje na Ukrainie
Nowa zimna wojna – podżegacze wojenni podsycają niebezpieczną sytuacje na Ukrainie

Nowa zimna wojna – podżegacze wojenni podsycają niebezpieczną sytuacje na Ukrainie

Jedność ludzi pracy kluczowa by oddalić groźbę wojny

Sotsialisticheskaya Alternativa (ISA w Rosji)

Na całym świecie szykują się polityczne i gospodarcze wstrząsy, siły imperializmu amerykańskiego i chińskiego przechodzą od stanu współpracy do otwartej konkurencji. W miarę zderzania się tych sił, fale uderzeniowe rozchodzą się po całym świecie, dezorganizując, zakłócając i reorganizując stosunki między różnymi imperialistycznymi potęgami. Epicentrum tych zaburzeń znajduje się obecnie na Ukrainie.

Chociaż obie strony twierdzą, że nie chcą konfliktu, imperializm amerykański i rosyjski stawiają sobie nawzajem czoła, podsycając histerię wojenną do takiego stopnia, że zgodnie z prawem niezamierzonych konsekwencji może dojść do wybuchu gorącej wojny, której potencjalna skala nie była widziana w Europie od czasów drugiej wojny światowej. W tym wszystkim naród ukraiński jest traktowany jak pionek, o którego losie decydują siły pozostające poza jego kontrolą. Tymczasem to robotnicy i ubodzy na Ukrainie oraz w krajach imperialistycznych będą tracić życie, domy i środki do życia w wyniku tej niepotrzebnej wojny.

Międzynarodowa Alternatywa Socjalistyczna stoi w całkowitej opozycji do planów imperialistycznych sępów i wzywa do masowego ruchu antywojennego opartego na solidarności pomiędzy robotnikami Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i Rosji.

Na samej Ukrainie podżegacze wojenni podkreślają, że inwazja jest nieuchronna. Były szef ukraińskich sił specjalnych Siergiej Kriwonos twierdzi w telewizji, że przygotowywane są plany zrzutu tysięcy rosyjskich spadochroniarzy na lotniska wokół Kijowa w celu zajęcia miasta. Były prezydent Poroszenko uważa, że atak będzie składał się z rakiet balistycznych „Iskander” wystrzeliwanych z morza i przez granicę, aby zniszczyć kluczowe ukraińskie obiekty. Prezydent Zelensky uważa, że najeźdźcy będą wjeżdżać czołgami przez Charków. Naoczni świadkowie donoszą, że na ukraińskich lotniskach towarowych obserwuje się masowy wzrost lotów, a w parkach miejskich szkoli się ochotnicze oddziały do służby bojowej.

W ciągu ostatnich kilku dni, być może dla uspokojenia ludności, w Kijowie podniosły się bardziej trzeźwe głosy. Po szeroko nagłośnionej ewakuacji z Kijowa rodzin dyplomatów USA, Wielkiej Brytanii i Australii, zwołano nadzwyczajne posiedzenie ukraińskiej „Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony”. Na briefingu prasowym jej sekretarz Aleksey Danilov oświadczył:

„Nie widzimy dzisiaj żadnych podstaw do potwierdzenia inwazji na pełną skalę. Jest to niemożliwe nawet fizycznie… Dzisiaj widzimy (na granicach Ukrainy) około 109 tysięcy żołnierzy. Widzimy ok. 10-11 tys. tzw. konwojów, sił eskortujących. Jeśli nasi partnerzy uważają, że jest to duży wzrost liczby wojsk, dla nas to nic nowego. Wzrost o 2-3000 nie jest krytyczny”.

Również w telewizji ICTV minister obrony Ukrainy Aleksey Reznikov powiedział:

„Dzisiaj, w obecnej chwili, nie sformowano ani jednego oddziału uderzeniowego sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, co potwierdza, że nie planują one rychłego ataku”.

Porównał sytuację do tej z kwietnia ubiegłego roku, dodając, że nie ocenia wysoko sugestii, jakoby atak miał nastąpić 20 lutego.

Nie dla interwencji imperialistycznej

Zagraniczne mocarstwa jednak nadal podnoszą temperaturę. Z zachodu, z państw bałtyckich, Wielkiej Brytanii, Kanady i Turcji napływa broń i małe kontyngenty wojska „na ćwiczenia”. Pentagon, jak donosi New York Times, przygotował plany wysłania do Europy Wschodniej do 50.000 żołnierzy, a 8.500 zostało postawionych w stan „podwyższonej gotowości”.

W Rosji informacje są trudniejsze do zdobycia. Jest jasne, że nastąpił znaczny wzrost aktywności wojskowej. Przemieszczana jest broń, 40 kilometrów od granicy z Ukrainą prowadzone są wspólne ćwiczenia rosyjsko-białoruskie z użyciem ostrej artylerii. Ogłoszono ćwiczenia marynarki wojennej z udziałem 140 okrętów – na wszystkich morzach otaczających Rosję od Pacyfiku po Morze Czarne. Okręty mocarstw zachodnich i Rosji przemieszczają się na Morze Śródziemne i Czarne.

Trwają rozmowy w najróżniejszych formatach, choć jak dotąd nie nastąpił żaden przełom.

Możliwe scenariusze

Pełna inwazja Rosji na Ukrainę jest w tej sytuacji najmniej prawdopodobną opcją. Nie przeszkadza to jednak zachodnim podżegaczom wojennym mówić tak, jakby była ona już nieuchronna. „Institute for the Study of War”, który przedstawia się jako „bezstronna organizacja non-profit zajmująca się badaniami polityki publicznej”, zaangażowany w pomoc Stanom Zjednoczonym w osiąganiu ich celów strategicznych, szeroko rozpowszechnił swoją mapę „Potencjalnych planów pełnej inwazji na Ukrainę”.

Zgodnie z nią, Rosja zaatakuje z Krymu i nieuznawanych Republik Donieckiej i Ługańskiej (DNR/LNR), aby odwrócić uwagę sił ukraińskich. Następnie siły zmechanizowane ruszą z północnego wschodu, aby otoczyć Kijów, Dniepr i Charków – 3 miasta o łącznej populacji ponad 5 milionów. Następnie siły morskie lub oddziały przerzucone do mołdawskiej separatystycznej republiki Naddniestrza wkroczą od zachodu, aby zająć Odessę i wybrzeże Morza Czarnego. Kolejne oddziały wkroczą z Białorusi na północy, przecinając przy okazji radioaktywne pustkowia wokół Czarnobyla.

Gdyby Rosja dokonała inwazji w ten sposób, koszty humanitarne byłyby niewyobrażalne. Przy populacji dwukrotnie większej od byłej Jugosławii, która rozpadła się w wyniku wojen międzyetnicznych na początku lat 90-tych, co spowodowało 140 000 zabitych i 4 miliony uchodźców, okupacja Ukrainy mogłaby pozostawić setki tysięcy zabitych i wiele milionów uchodźców. Z dużym prawdopodobieństwem taki konflikt wciągnąłby sąsiednie kraje bałtyckie i Polskę.

Czy taki scenariusz jest prawdopodobny?

Biorąc pod uwagę niestabilność sytuacji w regionie, z ostatnimi powstaniami ludowymi na Białorusi i w Kazachstanie, wojną w Górskim Karabachu i masowymi protestami w Rosji, Gruzji i Armenii, agresywną polityką zagraniczną administracji Bidena oraz autorytarną, ekspansjonistyczną polityką Kremla, niczego nie można wykluczyć. Ale jak zauważył Clausewitz „Wojna to polityka przy użyciu innych środków”. Tym, co zdeterminuje wydarzenia, będzie wynik walki politycznej – zarówno między mocarstwami imperialistycznymi, jak i wewnątrz zaangażowanych państw.

Konflikt może toczyć się o los Ukrainy, ale szczytem cynizmu imperialistycznych mocarstw jest to, że w pierwszym tygodniu negocjacji, które rozpoczęły się kolacją w Genewie z udziałem amerykańskich i rosyjskich dyplomatów, Ukraina nie została nawet zaproszona. Mimo że rozmowy trwają już trzeci tydzień, jak dotąd nie znaleziono w ich trakcie żadnego rozwiązania.

Federacja Rosyjska trzyma się tego, co nazywa swoimi czerwonymi liniami: NATO nie powinno rozszerzać się dalej na Europę Wschodnią, Ukraina i Gruzja nigdy nie powinny być dopuszczone do członkostwa, a broń NATO nie powinna znajdować się na rosyjskich granicach.

USA ze swej strony arogancko obstaje przy tym, że każdy kraj, który chce, może się przyłączyć. Od tego czasu kilka krajów NATO wysłało broń na Ukrainę, podczas gdy samo NATO wysyła dodatkowe okręty i myśliwce do Europy Wschodniej. Ukraina jest poświęcana jako scena wojny zastępczej między imperialistycznymi potęgami.

Całemu procesowi towarzyszy niebezpieczne wymachiwanie szabelką. Zachodni imperializm, lojalnie relacjonowany przez media głównego nurtu, nie zna granic. Sekretarz stanu USA Blinken przed spotkaniem z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem skomentował, że Rosja ma „długą historię agresywnego zachowania”. Obejmowała ona atak na Gruzję w 2008 r. i aneksję Krymu w 2014 r., a także „szkolenie, uzbrajanie i przewodzenie” separatystycznej rebelii we wschodniej Ukrainie.”

Nie wspomniał oczywiście, że w ciągu ostatnich dwóch dekad USA zbombardowały Belgrad, najechały Afganistan i Irak, przeprowadziły liczne interwencje w Syrii, Libii, Jemenie i licznych częściach Afryki.

Mimo, że w porównaniu z ekstremalną propagandą podczas przejęcia Krymu osiem lat temu, rosyjskie media regularnie donoszą o planowanych przez siły ukraińskie prowokacjach przeciwko DNR/LNR. Jak zwykle, to Partia Komunistyczna śpiewa najgłośniej w chórze podżegaczy wojennych. Wzywa ona Dumę Państwową do oficjalnego uznania DNR/LNR. Nawet rzecznik Kremla ostrzega, że będzie to postrzegane jako agresja, przed którą ostrzega Zachód. W końcu Biden mówi, że każda próba przekroczenia granicy przez rosyjskie siły byłaby postrzegana jako „inwazja”. Zwlekając z przyjęciem wniosku, prokremlowskie osobistości sugerują, że podważa to ich „plan B” – czym jest „plan A”, nie mówią, ale sugeruje się, że oznacza to pomyślne zakończenie negocjacji.

Ekspansja NATO

Putin często odwołuje się do obietnicy złożonej przez amerykański imperializm byłemu przywódcy ZSRR Michaiłowi Gorbaczowowi w lutym 1990 roku, że jeśli armia radziecka wycofa się z Niemiec Wschodnich, a one de facto staną się częścią NATO w nowych zjednoczonych Niemczech, to NATO nie będzie się rozszerzać dalej na wschód. Od tego czasu NATO rozszerzyło się o ponad 800 km do granicy między Rosją a krajami bałtyckimi. Należąca do Rosji enklawa kaliningradzka jest otoczona na wszystkich swoich granicach lądowych przez państwa NATO. W 2008 roku, na szczycie w Bukareszcie, NATO uzgodniło sojusz z Gruzją i Ukrainą, z ostatecznym celem ich przyłączenia. Gdyby się przyłączyły, oznaczałoby to, że siły NATO rozciągałyby się wzdłuż ponad 4000 kilometrów granicy z Rosją.

Obecnie w corocznych ćwiczeniach „Defender Europe” wzięło udział w 2021 roku 28 000 żołnierzy. Według słów szefa US Army w Europie i Afryce generała Chrisa Cavoli, zostali oni zmobilizowani „do stref operacyjnych w całej Europie, w tym do Niemiec, Polski, państw bałtyckich, innych narodów Europy Wschodniej, krajów nordyckich i Gruzji”.

Te ćwiczenia to tylko część działań zachodnich mocarstw w regionie. 5 tys. żołnierzy, 32 okręty i 40 samolotów wzięło udział zeszłego lata w ćwiczeniach „Sea Breeze” na Morzu Czarnym.

Jest to element ciągłej polaryzacji świata pomiędzy różnymi imperialistycznymi interesami. Administracja Bidena z pewnością postrzega Chiny jako głównego konkurenta USA i z determinacją buduje sojusze, przygotowując się do rzucenia im globalnego wyzwania. Jednocześnie nazywa Rosję „największym zagrożeniem” ze względu na sposób, w jaki wykorzystuje swoją potęgę militarną, by przeszkadzać w ekspansji amerykańskich interesów gdzie indziej, a także pomagając w napędzaniu podziałów między sojusznikami USA. Rosja zakłóciła amerykańskie plany obalenia Assada w Syrii i interweniowała w Libii. Zachodnie interesy zostały ograniczone w Republice Środkowoafrykańskiej i Mali, a w ich miejsce pojawili się rosyjscy najemnicy.

Unia Europejska na marginesie

Wydarzenia te były kolejnym krokiem w umniejszaniu przez USA znaczenia stosunków z Europą. Utworzenie sojuszu AUKUS i nagłe opuszczenie Afganistanu potwierdziło, jak zauważył jeden z komentatorów, że:

„‚the China folks’ [Ludzie odpowiedzialni za politykę względem Chin – przyp. tłum.] w Białym Domu kierują autobusem [polityką Białego Domu – przyp. tłum.]. Nie doceniają oni UE jako użytecznego partnera w sprawach, które mają znaczenie dla USA”.

UE nie została również zaproszona na zeszłotygodniowe rozmowy, chyba że jako pojedynczy członkowie NATO.

Po części jest to odzwierciedleniem podziałów w samej UE. Kreml od kilku lat kultywuje poparcie sił prawicowo-populistycznych, szczególnie we Włoszech, Francji i Austrii, natomiast po kryzysie w 2014 r., kiedy Rosja zajęła Krym i utworzono DNR/LNR, Francja i Niemcy złamały szeregi, wchodząc do próby rozwiązania problemu w ramach tzw. formatu normandzkiego, odpowiedzialnego za rozmowy w Mińsku. Również Polska, która jest już w konflikcie z Brukselą o to, czy prawa UE są nadrzędne wobec polskiej konstytucji, jest niezadowolona, że UE nie działa stanowczo w tym konflikcie.

USA chcą jednolitego podejścia z UE do wdrażania sankcji. Wydaje się, że uzgodniono sankcje przeciwko czołowym postaciom rosyjskiego reżimu, w tym teraz, jak się wydaje, przeciwko samemu Putinowi. Ale Francja właśnie przejęła prezydencję UE na sześć miesięcy. Macron jednoznacznie stwierdził, że sankcje wobec Rosji nie działają, podczas gdy inni członkowie UE nie zgadzają się co do tego, co właściwie powinno je wywołać. Sankcją, która wydaje się mieć szeroką akceptację, jest odcięcie rosyjskiej gospodarki od systemu informacji bankowej SWIFT.

Bardziej kontrowersyjny jest los gazociągu Nord Stream 2. Oczekuje się, że w najbliższych latach produkcja gazu ziemnego w Wielkiej Brytanii, Holandii i Norwegii spadnie, a właśnie w tym czasie popyt na ten surowiec ma wzrosnąć, ponieważ jest on postrzegany jako czystsze źródło energii. Aby temu zaradzić, Rosja zbudowała nowy gazociąg Nord Stream 2 na dnie Morza Bałtyckiego, dzięki któremu gaz może być przesyłany bezpośrednio do Niemiec. Jego dodatkową zaletą jest pozbawienie Ukrainy dochodów, które czerpie z tranzytu gazu.

Rurociąg został napełniony pierwszym gazem pod koniec grudnia i czeka teraz na ostateczne zatwierdzenie przez niemieckie władze, aby mógł rozpocząć pracę. Jedna czwarta ropy naftowej i ponad 40% gazu ziemnego Unii Europejskiej pochodzi obecnie z Rosji, a uważa się, że sam Nord Stream 2 jest w stanie zaspokoić jedną trzecią przyszłego zapotrzebowania UE na gaz. Sankcje przeciwko Nord Stream 2 oznaczałyby poważne osłabienie gospodarki, zwłaszcza w sytuacji gwałtownego wzrostu cen energii.

Dlatego też USA napotkały opór w blokowaniu Nord Stream 2. Nowo powstała niemiecka koalicja „świateł drogowych” przeżywa w tej kwestii pierwszy poważny kryzys. Kanclerz Olaf Scholz z Partii Socjaldemokratycznej publicznie sprzeciwia się sankcjom wobec Nord Stream 2, co jest odzwierciedleniem interesów niemieckiej elity biznesowej. Merkel popierała projekt, a były kanclerz Gerhard Schröder jest przewodniczącym komitetu akcjonariuszy Nord Stream 2. Minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock, członkini Zielonych, wzywa jednak do sankcji. Wyjaśnia, że jest to „feministyczna polityka zagraniczna”, chociaż jeśli sankcje i wojna będą wynikiem tej polityki, będzie to wielka klęska dla kobiet na Ukrainie i w Rosji.

Innym graczem w tej niebezpiecznej grze wojennej jest Turcja, również członek NATO. Erdogan zasugerował, że może działać jako gospodarz negocjacji między Rosją a Ukrainą, najwyraźniej nie dostrzegając ironii, gdy krytykował Rosję, mówiąc

„Nie można zajmować się tymi sprawami mówiąc ‚Na coś napadnę, coś wezmę'”.

Turcja i Rosja mają relacje najlepiej opisane jako kooperacyjna rywalizacja, czasami zgodna, gdy krytykują USA, innym razem w konflikcie, jak w Syrii. Po ostatniej wojnie w Górskim Karabachu, kiedy Azerbejdżan zyskał duże wsparcie ze strony Turcji, Erdogan publicznie poparł roszczenia Kijowa do Krymu. W fabryce niedaleko Kijowa rozpoczęto produkcję zaprojektowanych przez Turków dronów, które zostały już użyte na wschodzie Ukrainy.

Stosunki amerykańsko-tureckie są na rekordowo niskim poziomie. Zakup przez Erdogana rakiet od Rosji w 2019 roku doprowadził do sankcji ze strony USA. Teraz kraj chce kupić amerykańskie myśliwce, aby zmodernizować swoje siły powietrzne. Część amerykańskich elit wciąż patrzy na Ankarę jako potencjalnego sojusznika przeciwko Rosji, więc przymyka oko na niebezpieczeństwo załamania tureckiej gospodarki, wzrost autorytaryzmu i wcześniejsze nieporozumienia w obawie przed całkowitym zerwaniem stosunków i pozostawieniem Turcji znacznie bliżej rozwijającego się piwotu chińsko-rosyjskiego.

Plany Kremla

Zdając sobie sprawę, że rozwijająca się zimna wojna najprawdopodobniej zbliży Kreml do chińskiego reżimu, Biden ma interes w osłabieniu tak znaczącej siły militarnej poprzez utarcie jej nosa, zanim taki związek nabierze zbyt dużego rozmachu. Twierdzenia Białego Domu, że jest to wsparcie dla jego polityki „promowania zbiorowych działań globalnych w celu pobudzenia demokracji” zostały zdemaskowane przez pośpiech we wspieraniu brutalnych działań reżimu Kazachstanu.

W niezwykłym eseju opublikowanym przez Kreml w połowie 2019 roku, Putin uzasadnia swoje przekonanie, że Ukraina jest częścią Rosji, powołując się m.in. na:

„Duchowy wybór dokonany przez św. Włodzimierza… tron kijowski [który] zajmował dominującą pozycję na Starożytnej Rusi… zwyczaj od końca IX wieku… Baśń o minionych latach… słowa Olega Proroka o Kijowie: „Niech będzie matką wszystkich rosyjskich miast””.

Zbliżając się do czasów współczesnych, atakował leninowskich bolszewików za to, że pozwolili narodowi ukraińskiemu samemu decydować o swoim losie, mówiąc:

„Prawo republik do swobodnego odłączenia się od Związku znalazło się w tekście Deklaracji o utworzeniu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, a następnie w Konstytucji ZSRR z 1924 roku. W ten sposób autorzy podłożyli pod fundamenty naszej państwowości najgroźniejszą bombę zegarową, która wybuchła w momencie, gdy przestał działać mechanizm bezpieczeństwa, zapewniony przez kierowniczą rolę KPZR…”.

Już same te cytaty zadają kłam wszelkim sugestiom, że Putin chce przywrócić ZSRR, lub jak to czynią niektórzy lewicowcy, uzasadnić poparcie dla Rosji jako bardziej postępowego reżimu. Inspiruje się on byłym imperium rosyjskim, konsekwentnie podejmując temat zjednoczenia, używając starej carskiej terminologii, Białorusi, Małorusi (północna i zachodnia Ukraina), Noworosji (południowa Ukraina do Mołdawii) i Krymu.

Ani w tym artykule, ani w niedawno opublikowanej „Strategii bezpieczeństwa narodowego” Kreml nie proponuje bezpośredniej interwencji w celu zajęcia któregokolwiek z tych obszarów. Komentatorzy mówią jednak o „czarnych łabędziach” – niespodziewanych wydarzeniach, które stwarzają możliwości działania. W 2014 roku Kreml wykorzystał wydarzenia wokół „Euromajdanu” do przejęcia Krymu i ustanowienia pozycji na wschodzie Ukrainy. Od tego czasu trwa konflikt zbrojny, który pochłonął do tej pory 14 tysięcy istnień ludzkich.

W ciągu ostatnich dwóch lat pojawiły się inne „czarne łabędzie”. Powstanie na Białorusi, doprowadzone do porażki przez liberalną opozycję, wciągnęło białoruski reżim z powrotem w orbitę Kremla. Wojna w Górskim Karabachu spowodowała, że Turcja zwiększyła swoje wpływy w Azerbejdżanie kosztem Rosji, ale pozwoliła Kremlowi na silniejszą kontrolę nad Armenią. Powstanie w Kazachstanie spowodowało, że tamtejszy reżim odszedł od „wielowektorowej” strategii Nazarbajewa, polegającej na balansowaniu pomiędzy Rosją, Chinami i USA, ponieważ Tokajew uzależnił się od rosyjskich sił wspierających jego reżim.

Jednak nowa „Strategia Bezpieczeństwa Narodowego” opublikowana w zeszłym roku jest znacznie bardziej asertywna. Zdaniem dyrektora Carnegie Moscow Center poprzednia strategia napisana w 2015 roku dotyczyła innej epoki:

„Wtedy stosunki z Zachodem już gwałtownie się pogorszyły w wyniku kryzysu ukraińskiego, ale wciąż uważano je za możliwe do uratowania; wiele liberalnej frazeologii odziedziczonej po latach 90. wciąż było w użyciu; a świat wciąż wyglądał na mniej lub bardziej zjednoczony. Obecna wersja …to manifest na inną epokę: taką, którą definiuje coraz intensywniejsza konfrontacja ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami; powrót do tradycyjnych rosyjskich wartości.”

Niewątpliwie prawdą jest, że ton i ultimatum Kremla stały się znacznie bardziej agresywne.

Jak to się ma przełożyć na praktykę? „Planem A” wydaje się być kontynuacja negocjacji w sprawie ograniczenia ekspansji NATO na wschód. Biały Dom wydaje się jednak niegotowy na kompromis w tej kwestii. Im bardziej Kreml podbija stawkę swoimi ruchami wojsk i grami wojennymi w celu wywarcia presji na Zachód, im bardziej Zachód przerzuca broń na Ukrainę i podsyca groźbę wojny, tym większe ryzyko przypadkowej eskalacji. „Plan B” wydaje się być coraz bliższy, ponieważ negocjacje utknęły w martwym punkcie. Wówczas oficjalna decyzja rosyjskiego parlamentu i rządu o uznaniu obu republik potwierdziłaby proces, w ramach którego Rosja rozpoczęła masowe wydawanie rosyjskich paszportów i otwarcie stosunków handlowych. Następnie wojska rosyjskie wkroczyłyby do obu republik.

Dalszą eskalacją, w przypadku umieszczenia rakiet NATO na Ukrainie, mogłoby być przeniesienie rosyjskich rakiet do innych krajów – wymieniano Kubę i Wenezuelę. Inną opcją jest szybka interwencja w głównej części kraju, aby zadać cios armii ukraińskiej, a następnie wycofać się, jak to miało miejsce w 2008 roku w wojnie z Gruzją, kiedy to armia rosyjska zaatakowała miasto Gori.

Eskalacja w głąb Ukrainy wydawałaby się problematyczna – w 2014 roku zacięte walki uniemożliwiły stronie prorosyjskiej otwarcie korytarza na południu wokół miasta Mariupol. Putin musiał zrezygnować ze swojego początkowego celu przejęcia całej „Noworosji”. Dziś ukraińskie wojsko jest lepiej wyszkolone i wyposażone, ale co najważniejsze, ludność ukraińska odbierze taki atak jako inwazję i stawi zaciekły opór.

Inaczej niż wtedy, gdy po przejęciu Krymu zapanował patriotyczny szał, ludność rosyjska jest dziś znacznie bardziej nieufna wobec Kremla. Omikron dotknął w dużej mierze nieszczepioną ludność, a sytuacja gospodarcza i dramatyczne wzmocnienie autorytaryzmu podkopały poparcie dla reżimu. Opublikowane w tym tygodniu badanie opinii publicznej sugeruje, że nadal większość Rosjan nie wierzy, że dojdzie do wojny, choć większość się jej obawia, patrząc na sytuację nie jako na konflikt z Ukrainą, ale z Ameryką, w którym:

„Ukraina – jest zwykłym pionkiem w większej grze prowadzonej przez Amerykę (…) jest to po prostu gra USA, z udziałem państw zachodnich i NATO, które wykorzystują Ukrainę do wywierania presji na Rosję”.

Co bardzo znamienne, również wielki biznes nie ma wielkiego entuzjazmu dla wojny. Niedawny krach giełdowy spowodował utratę 150 mld dolarów z wartości największych firm, a rubel słabnie. Na razie biznes nie wypowiada się w tej sprawie. Jak komentuje jeden z anonimowych bankierów inwestycyjnych:

„Chociaż nikt nie chce wojny, nie oczekujcie, że wielki biznes powstanie i wyrazi swój sprzeciw. Staliśmy się pasażerami. Społeczność biznesowa będzie dyskutować o wojnie tylko w swoich kuchniach. Publicznie wszyscy będą siedzieć cicho”.

Ten komentarz obnaża jednak realne niebezpieczeństwo. Od 2014 roku baza społeczna kremlowskiej autokracji staje się coraz węższa. Putin staje się coraz bardziej odizolowany, co pogarsza jeszcze jego strach przed koronawirusem. Goście odwiedzający jego rezydencję muszą poddać się dwutygodniowej kwarantannie, po czym przechodzą przez specjalnie wyprodukowany „tunel dezynfekcyjny”. To czyni sytuację bardzo niebezpieczną, gdyż niewiele już pozostało kontroli, żadnych słów przestrogi, które powstrzymałyby Kreml przed podejmowaniem katastrofalnych decyzji.

Ukraina w kryzysie

Na pozór, a zwłaszcza jeśli wsłuchać się w przemówienia prezydenta Wołodymyra Zelenskiego, rok 2021 był dla Ukrainy dobry. PKB spadł w 2020 r. o 4% w czasie pandemii, udało się go zwiększyć w 2021 r. o 3,1%. Ministerstwo Gospodarki i sam Zelensky chwalą się, że PKB kraju osiągnęło najwyższy postsowiecki poziom 200 mld dolarów. Jednak to twierdzenie nie ma pokrycia w rzeczywistości – według tego samego ministerstwa PKB w 2020 roku wyniósł zaledwie 156 mld dolarów. W 2008 roku było to 180 mld. dolarów, a w 2013 roku 183 mld. dolarów.

Inne statystyki pokazują prawdziwą sytuację. Dochody gospodarstw domowych są o 20% niższe niż w 2013 roku, inflacja oficjalnie wynosi około 10%, a bezrobocie osiągnęło 9,7%. Kiedy został wybrany, Zelensky obiecał, że PKB wzrośnie o 40% w ciągu 5 lat, że będzie naciskał na przystąpienie Ukrainy do UE i rozwiąże konflikt na wschodzie Ukrainy poprzez negocjacje z Rosją. We wszystkich tych kwestiach poniósł porażkę.

Ze względu na te porażki, notowania Zelensky’ego w sondażach spadają. W zeszłym roku w populistyczny sposób wprowadził ustawę, która miała ograniczyć prawa oligarchów do posiadania przedsiębiorstw i mediów, a także kampanię przeciwko „korupcji”. Pierwsza z tych ustaw została odebrana jako atak na prorosyjskich oligarchów, czym naraziła się na gniew Kremla. Jeśli chodzi o posunięcia przeciwko korupcji, to jak wyraził to jeden z komentatorów:

„Jak dotąd nie ucierpiał ani jeden z czołowych skorumpowanych, a jest ku temu konkretny powód – współpraca z kancelarią prezydenta!”.

W miarę narastania krytyki we własnych kręgach, Zelensky wystąpił teraz przeciwko niektórym swoim dawnym zwolennikom, zwalniając na przykład przewodniczącego Rady, czyli parlamentu, Dmytro Razumkowa.

Działania te nie pomogły w odbudowaniu jego notowań. Zapowiadają się również duże podwyżki cen mediów. Badanie opinii publicznej w grudniu sugerowało, że 67% ludności uważa, że kraj zmierza w złym kierunku, w porównaniu z 36% dwa lata temu. Tylko 5% ankietowanych stwierdziło, że ich sytuacja materialna poprawiła się w ciągu ostatnich dwóch lat, podczas gdy konflikt zbrojny, wzrost cen mediów i niskie płace zostały wymienione przez ponad 60% ankietowanych jako „najpoważniejsze problemy”.

To właśnie na tym tle na Ukrainie podsycane są nastroje wojenne. W grudniu Zelensky ogłosił, że wkrótce dojdzie do prorosyjskiego zamachu stanu. Wydaje się, że ten wątek został powtórzony przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Borisa Johnsona, które w tym tygodniu twierdzi, że odkryło spisek mający na celu zainstalowanie prorosyjskiego rządu w Kijowie. Sugestia ta spotyka się w Kijowie z kpinami. Były rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy zareagował mówiąc:

„Ten scenariusz sprawdziłby się tylko w przypadku pełnoprawnej inwazji, która zajęłaby Kijów. Miasto zostałoby zdziesiątkowane, jego ziemia spalona, a milion ludzi uciekłoby. Mamy w stolicy 100 tys. ludzi z bronią, którzy będą walczyć … Może i jest jakiś plan, ale to bzdura.”

To najnowsze twierdzenie rządu Johnsona nadaje kolejny zwrot do podziałów w Europie. Niewątpliwie próbując odwrócić uwagę od egzystencjalnego kryzysu, przed którym stoi jego rząd, Johnson oświadczył, że brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zwiększa aktywność w celu wymuszenia jedności NATO za przywództwem USA, jednocześnie krytykując sugestię Macrona, że teraz jest czas na stworzenie europejskiej struktury obronnej, oraz wahania niemieckiego rządu w sprawie sankcji Nord Stream 2.

Na Ukrainie spada liczba osób, które uważają, że wojny można uniknąć poprzez negocjacje. Mniejszość uważa, że Rosja przygotowuje inwazję na pełną skalę. Zdaniem wielu bardziej prawdopodobne jest wtargnięcie i wzmożona aktywność wojskowa w strefie konfliktu między nieuznawanymi republikami a resztą Ukrainy. Badanie opinii publicznej przeprowadzone w połowie grudnia wykazało, że większość mieszkańców Ukrainy sprzeciwiłaby się inwazji Rosji, a 33% z nich wzięłoby w tym celu broń.

Sytuację komplikuje poczucie, że zostali opuszczeni przez Zachód. Narastają nastroje antynatowskie, pojawiają się takie komentarze jak:

„To tak, jakby nas porzucili. Tylko Wielka Brytania, kraje bałtyckie i Polska trzymają się dobrze. A w USA prezydent jest zły, szmata, ale tam też są dobrzy ludzie, którzy powinni się przeciwstawić prezydentowi”.

Rozwijająca się globalna polaryzacja zmienia relacje między Rosją a Chinami – jeszcze niedawno rywalizowały one o wpływy. Teraz zbliżają się do siebie – obie mają prawicowe autorytarne reżimy, boją się własnych narodów i wykorzystują agresję USA w rozwijającej się zimnej wojnie, aby przedstawić swoje kraje jako zagrożone atakiem z zewnątrz. Oba wspierały pucz w Myanmarze, Łukaszenkę na Białorusi i reżim w Kazachstanie.

Chiny postrzegają sytuację na Ukrainie jako kolejny przykład agresji USA. Jest jednak pewien ważny niuans. Poprosiły one Putina, aby nie rozpoczynał wojny na Ukrainie do czasu zakończenia Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Putin planuje wziąć udział w otwarciu igrzysk i niewątpliwie będzie testował, na jakie wsparcie może liczyć ze strony Pekinu, natomiast jeśli dojdzie do eskalacji sytuacji na Ukrainie, będzie to precedens dla działań Chin na Morzu Południowochińskim i na Tajwanie.

Czy można uniknąć wojny?

Poszczególne strony być może nie planują eskalacji konfliktu. Jednak ich działania wojenne, ultimatum, partykularne interesy narodowe/imperialistyczne mogą sprawić, że sytuacja łatwo wymknie się spod kontroli. Nawet jeśli teraz nie dojdzie do wojny, biorąc pod uwagę rosnącą polaryzację świata pomiędzy różnymi imperialistycznymi interesami, jest tylko kwestią czasu, kiedy nowe konflikty ” zastępcze” rozwiną się tutaj lub gdzie indziej. Rodzi to potrzebę budowania masowego ruchu antywojennego. Na jakiej bazie?

Nie można mieć zaufania do żadnych negocjacji pokojowych prowadzonych przez mocarstwa imperialistyczne. To konflikt między interesami różnych mocarstw imperialistycznych stwarza warunki do rozwoju takich wojen. Siły i sprzęt wszystkich sił imperialistycznych – Rosji i NATO – powinny zostać wycofane z Ukrainy i Europy Wschodniej.

Ukraina ma prawo się bronić, pytanie brzmi: w czyim interesie i w jaki sposób? Elita rządząca będzie wzywać do jedności narodowej, co w rzeczywistości oznacza obronę rządów oligarchów, które od czasu uzyskania niepodległości sprawiają, że Ukraina przechodzi od jednego kryzysu do drugiego, podczas gdy bogaci po prostu stają się coraz bogatsi. Skrajna prawica i podżegacze wojenni będą rozbudzać reakcyjne nastroje nacjonalistyczne, które pozostawią Ukraińców walczących w osamotnieniu, a zamiast zakończyć konflikt, zwiększą nienawiść i przedłużą go.

Natomiast wojna nie leży w interesie klasy robotniczej. Zorganizowana klasa robotnicza broniłaby swoich domów i miejsc pracy, a zjednoczona w silnym ruchu antywojennym na Ukrainie mogłaby wystosować silny apel klasowy do robotników w Rosji i innych krajach, aby sami podjęli działania w celu powstrzymania wojny.

Aby faktycznie powstrzymać wojnę, potrzebny jest jednak ruch międzynarodowy, masowe demonstracje, a nawet strajki w USA, Rosji i krajach NATO. Ale jak pokazały poprzednie ruchy antywojenne, nawet ogromne globalne protesty przeciwko inwazji na Irak, w których wzięły udział miliony ludzi, nie wystarczyły, by powstrzymać wojnę.

ISA popiera wezwanie wystosowane przez towarzyszy z Sotsialisticheskaya Alternativa w Rosji i na Ukrainie do przeciwstawienia się wojnie:

„Socjaliści wzywają wszystkich świadomych robotników i studentów do rozpoczęcia budowy silnego, międzynarodowego ruchu antywojennego, zwracając go przeciwko każdemu, kto próbuje rozpalić wojnę między narodami. Nie walczymy o abstrakcyjny pacyfizm, ale o zjednoczoną walkę z systemem, który powoduje wojny, ubóstwo, katastrofę klimatyczną i ekologiczną, pandemie i autorytaryzm”.

Wymaga to budowy potężnych ruchów politycznych, które przeciwstawią się kapitalistycznym elitom rządzącym, czerpiącym zyski z wojny, przejmą na demokratyczną własność publiczną koncerny naftowe i gazowe oraz inne zasoby będące w posiadaniu oligarchów, a także położą kres rządom imperialistycznych podżegaczy wojennych poprzez zapewnienie rzeczywistych praw do samostanowienia i budowę prawdziwie demokratycznej, socjalistycznej federacji Europy i świata.

About admin

Scroll To Top