Home / świat / Azja / Masowe protesty i strajki wymuszają dymisję rządu Kazachstanu
Masowe protesty i strajki wymuszają dymisję rządu Kazachstanu

Masowe protesty i strajki wymuszają dymisję rządu Kazachstanu

Reporterzy Socjalistyczeskiej Alternatywy – ISA w Rosji

Protesty przeciwko podwyżkom cen, które rozpoczęły się 1 stycznia w Mangystau, w zachodnim Kazachstanie, szybko rozprzestrzeniły się na cały kraj. Demonstracje odnotowano w Zhanaozen, Aktau, Aktobe, Taraz, Chimkent, Karagandzie, Uralsku i stolicy Astanie, przemianowanej na Nur-Sultan.

W nocy, po wielotysięcznej demonstracji na centralnym „Placu Republiki” w Ałmaty, największe miasto kraju rozbrzmiewało odgłosami granatów ogłuszających i zmilitaryzowanych pojazdów policyjnych. Istnieją doniesienia o strzałach do protestujących, prawdopodobnie z użyciem gumowych kul, w co najmniej dwóch miastach. Na jednym z nagrań wideo z Ałmaty widać, jak transportery opancerzone wycofują się przed protestującymi, podczas gdy w Aktau policja dołącza do protestujących.

Jeszcze wczoraj wieczorem 4 stycznia Prezydent Kazachstanu Kasym-Zhomart Tokaev zwrócił się do kraju z apelem o „rozsądek” i ostrzegł ludzi, aby nie wspierali „prowokatorów” i „ekstremistów”. Dziś o świcie, 5 stycznia, ogłosił, że nakazał całemu rządowi podać się do dymisji, mianując byłego wicepremiera Alikhana Smailova p.o. premiera, a dwóch liderów Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego (KNB) p.o. wicepremiera i sekretarza stanu. Jednocześnie ogłosił dwutygodniowy stan wyjątkowy w dużej części kraju, w tym w Ałmaty oraz w regionach naftowo-gazowych Mangistau.

W całym kraju zamknięto internet, telegram i sieci społecznościowe.

Od miesięcy region Mangystau jest miejscem strajków różnych grup pracowników sektora naftowego. Region ten, po siedmiomiesięcznym strajku pracowników sektora naftowego, który został brutalnie stłumiony dziesięć lat temu, ma być może najsilniejszą tradycję bojowego ruchu robotniczego w całym byłym Związku Radzieckim.

Ostatnią kroplą, która doprowadziła do powszechnego protestu w Mangystau, było ogłoszenie na nowy rok, że ceny gazu podwoją się z 60 do 120 tenge (11/22 eurocentów) [0,55/1,1 zł] za litr. Rozzłościło to mieszkańców regionu tym bardziej, że to oni pompują gaz z ziemi. Ponieważ początkowo rząd regionalny odmówił spełnienia żądania, protestujący zaczęli domagać się podwojenia płac, ponieważ, jak podkreślali, ceny wszystkich podstawowych towarów, usług komunalnych i podatków gwałtownie rosły, podczas gdy elita rządząca powiększała swoje i tak już nieprzyzwoite bogactwa.

Gdy stało się jasne, że władze nie zamierzają spełnić żądań, demonstracje rozrosły się i objęły cały region, a następnie kraj. Główna linia kolejowa na zachodzie została zablokowana, a loty z lotniska w Ałmaty zostały odwołane.

Pojawia się wiele doniesień, że zwłaszcza młodsi protestujący zradykalizowali się i teraz krzyczą „Szal, ket!”. – „Dziadku – odejdź!”. Żądanie to sięga prawdziwych korzeni postsowieckiego reżimu, ponieważ jest skierowane do Nursułtana Nazarbajewa, który w zeszłym roku zrezygnował z funkcji prezydenta, chociaż zachował całą rzeczywistą władzę w swoich rękach jako „Przywódca Narodu”.

W chwili pisania tego artykułu prezydent Tokajew zarządził, że cena gazu zostanie obniżona do 60 tenge za litr na sześć miesięcy, a państwo będzie regulować ceny gazu, benzyny i innych społecznie niezbędnych produktów, jak również dotować czynsze dla biednych rodzin i wprowadzić moratorium na podwyżki cen mediów. Obiecuje utworzenie specjalnego funduszu na rzecz opieki zdrowotnej i ubóstwa dzieci. Ostrzega jednak, że obniżka cen gazu musi być tymczasowa, gdyż cena na rynku światowym jest znacznie wyższa.

Czy to wystarczy do uspokojenia protestów, to się dopiero okaże. Biorąc pod uwagę przeszłość elit rządzących, obietnice te prawdopodobnie pozostaną pustymi słowami. Gniew jest bardzo duży i dotyczy nie tylko cen. Na przykład w grudniu 30 000 pracowników naftowych w samym tylko regionie Mangistauskim zostało pozbawionych pracy. Wiele pretensji budzi ciągłe więzienie przeciwników politycznych, w tym wielu działaczy związków zawodowych. Strajki rozprzestrzeniają się w całym regionie, a według doniesień osiągnęły one skalę regionalnego strajku generalnego.

Oczywiście, sam reżim i jego zwolennicy na Kremlu oraz reżim białoruski mówią, że jest to kolejna sprowokowana przez Zachód „kolorowa rewolucja”. Rzecznik rosyjskiego reżimu „Life News” twierdzi, że protesty zostały ukartowane i zaplanowane. Jako odpowiedzialnego wymieniają oligarchę na uchodźstwie Mukhtara Ablyazova, sugerując, że zostały one zorganizowane w celu podważenia planowanych na przyszły tydzień negocjacji między Rosją a NATO w sprawie Ukrainy. To oczywiście nic innego, jak kolejna teoria spiskowa, rozpowszechniana przez reżim w celu osłabienia poparcia dla protestów.

Jednocześnie rodzi to pytanie: jeśli „dziadek odejdzie”, co zastąpi go i system, który zbudował, by bronić nie tylko swoich interesów, ale i interesów wspierających go korporacji? Strajkujący zaangażowani dziesięć lat temu w Zhanaozen wyciągnęli daleko idące wnioski polityczne: „domagali się nacjonalizacji przedsiębiorstw naftowych pod kontrolą pracowników”. Do listopada 2011 r. strajkujący utworzyli w całym regionie jednolity komitet pracowniczy, który wezwał do bojkotu wyborów parlamentarnych z powodu braku zaufania do obecnych partii politycznych oraz do utworzenia ogólnokrajowego zjednoczenia walczących związków zawodowych z własną partią polityczną.

Brutalne represje, które nastąpiły po masakrze w Zhanaozen, oznaczały okres wycofania się ruchu robotniczego, ale teraz, kiedy obecne protesty przybrały skalę ogólnokrajową, nadszedł czas, aby ponownie włączyć te kwestie do porządku obrad i poddać je pod dyskusję.

About admin

Scroll To Top