Home / Ideologia / Historia / Wojna Polski z Rosją Radziecką
Wojna Polski z Rosją Radziecką

Wojna Polski z Rosją Radziecką

Piotr Tronina

W tym roku przypada 90 rocznica bitwy warszawskiej, czyli apogeum wojny Polski z Rosją Radziecką, która toczyła się w 1919 i 1920 roku. Niewątpliwie będzie to okazja, by w polskich mediach rozkręcić „patriotyczną” histerię, opowiadać o chwale polskiego oręża, o tym, jak Polska uratowała zachód przed „bolszewickim barbarzyństwem”. Warto przeanalizować, ile z oficjalnej propagandy jest prawdą, i jak naprawdę wyglądała sytuacja w 1920 roku.

Wojna „polsko-bolszewicka” od samego początku budziła kontrowersje. Ocena genezy konfliktu, jak i jego przebiegu były warunkowane poglądami politycznymi. Postępowania polskich władz bronili przede wszystkim piłsudczycy i historycy związani z tym nurtem, co nie dziwi – to w końcu Piłsudski jako naczelnik państwa i wódz naczelny armii praktycznie w pojedynkę decydował o polityce wschodniej rodzącej się II RP. „Wyprawa kijowska” była np. dla nich akcją prewencyjną, tezy Piłsudskiego uważali za miarodajne i w zasadzie niewymagające weryfikacji. Krytyczni wobec Piłsudskiego byli endecy, którzy już podczas wojny krytykowali awanturniczą politykę wschodnią Piłsudskiego. Z kolei historiografia radziecka i polska okresu PRL widziała wojnę jako imperialistyczną interwencję uzależnionej od ententy Polski. Dla polskich przedwojennych komunistów, takich jak np. Adolf Warski, wojna miała charakter klasowy, a Polska była narzędziem zachodnich imperialistów.

W III RP dominuje całkowicie wizja Piłsudczykowska, przy czym jest ona skrajnie uproszczona. Każdy wie, że „dzikie hordy bolszewickie” najechały Polskę w 1920 roku, a „cud” czy też w innej wersji geniusz Piłsudskiego uratował Polskę 15 sierpnia podczas Bitwy Warszawskiej. Zapomina się przy tym o „Wyprawie Kijowskiej” Piłsudskiego z kwietnia i maja 1920 roku, która była powodem rozpoczęcia radzieckiej kontrofensywy, i o tym, że wojna nie zaczęła się wraz z nią, lecz ponad rok wcześniej. Nie pamięta się, że bolszewicy wielokrotnie proponowali zawarcie pokoju. Ewentualnie tłumaczy się, że propozycje te były nieszczere.

***

Wraz z końcem I wojny światowej wytworzyła się w Europie środkowej i wschodniej dość skomplikowana sytuacja. Niemcy przegrały wojnę na zachodzie, ale na wschodzie Wermacht ciągle okupował wielkie tereny zagarnięte Rosji po pokoju brzeskim. Powstawały nowe państwa, w tym Polska, czy państwa bałtyckie, próbę stworzenia niezależnych państw podejmowali nacjonaliści ukraińscy i – nieśmiało – białoruscy.

Zwycięska ententa uznała, że wojska niemieckie spełniają pozytywną rolę, gdyż powstrzymują rewolucję. Stąd decyzja, by pozostawić je na wschodzie, do czasu, aż nowopowstające burżuazyjne państwa, z Polską na czele, nie przejmą roli hamulca rewolucji. Sytuacja taka nie mogła jednak trwać zbyt długo, szczególnie że dowództwo Ober-Ostu (Gebiet des Oberbefehlshabers Ost – Obszar Głównodowodzącego Wschodu) obawiało się, że pozostający na wschodzie żołnierze niemieccy mogą się „zbolszewizować”. Pod koniec listopada 1918 roku rząd niemiecki podjął decyzję o wycofaniu wojsk na zachód. Na tereny opuszczane przez wojska niemieckie od zachodu wkraczały wojska polskie, od wschodu ofensywę podjęła Armia Czerwona. Spotkanie było nieuniknione.

Jeszcze zanim doszło do pierwszych starć między oboma krajami, Gieorgij Cziczerin, ludowy komisarz spraw zagranicznych, złożył polskim władzom propozycję nawiązania kontaktów dyplomatycznych, co mogłoby zapobiec ewentualnej wojnie. Polskie władze jednak odmówiły. W tym miejscu warto się zatrzymać i zastanowić się, jakie było stanowisko obu stron w sprawie wzajemnych stosunków, w tym możliwej i już toczącej się wojny.

***

Już w 1917 roku Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich uznała prawo Polski do niepodległości i konsekwentnie potwierdzały to władze radzieckie po zwycięstwie rewolucji październikowej. Partia bolszewicka konsekwentnie uznawała prawo narodów do samookreślenia. Duży wpływ na to miała postawa Lenina mocno akcentującego ten punkt programu partii. Nie znaczy to, że nie pojawiały się w partii inne opinie. Wielu było zwolenników wojny rewolucyjnej, ze znanych działaczy partyjnych zaliczał się do nich np. Bucharin. Niemniej dominowało stanowisko Lenina. Oczywiście zarówno jedna, jak i druga strona sporu miała nadzieję na wybuch rewolucji w innych krajach, także w Polsce, nie wyobrażano sobie wtedy, by można było urzeczywistnić socjalizm w jednym kraju, a w izolacji rewolucji rosyjskiej widziano największe niebezpieczeństwo dla młodej Republiki Rad.

Po stronie polskiej najwięcej ważyło stanowisko Piłsudskiego, który – szczególnie jeśli chodzi o politykę wschodnią – posiadał wręcz dyktatorską władzę. Przeważnie przedstawia się go jako zwolennika koncepcji federalistycznej (w przeciwieństwie do endeckiej koncepcji inkorporacyjnej). On sam uważał się raczej za realistę i poparłby każdą koncepcję, która dałaby jak największe koncesje terytorialne Polsce. Piłsudski nie zamierzał dogadywać się z bolszewikami, miał on w pogardzie wszystkich Rosjan, zarówno „białych” jak i „czerwonych”, uważał, że Rosja jest pogrążona w kryzysie z którego nie wyjdzie przez 50 lat i zamierzał to wykorzystać, najchętniej ją rozczłonkowując. Rozwiązanie widział tylko w konflikcie zbrojnym.

***

Do pierwszych starć między Armią Czerwoną a wojskiem polskim doszło na Litwie i Białorusi. Na początku 1919 roku w Wilnie władzę przejęły polskie klasy panujące. Straciły ją jednak po wkroczeniu Armii Czerwonej wezwanej na pomoc przez Wileńską Radę Delegatów Robotniczych (której władzę wcześniej obalili polscy nacjonaliści). Tymczasem po podpisaniu 5 lutego 1919 roku porozumienia polsko-niemieckiego, które dało wojskom polskim pewność, że Niemcy nie wycofają się, zanim kontroli na okupowanym przez nich terenie nie przejmą Polacy, polska armia zyskiwała więcej swobody. 14 lutego pod miejscowością Mosty oddziały polskie spotkały się po raz pierwszy z oddziałami radzieckimi. Poważniejszych walk jednak nie było.

Piłsudski przygotowywał się do zajęcia Wilna, z którym był związany uczuciowo, i planował szybką rozbudowę armii. Ofensywę podjęto w dniach 17-20 kwietnia, polskie wojska zdobyły Wilno i część Białorusi, kontrofensywa Armii Czerwonej się nie powiodła. Ustalił się z grubsza front północny. W tym czasie dla obu stron ważniejsi byli inni przeciwnicy, dla Rosji Radzieckiej byli nimi głównie biali generałowie z Kołczakiem na czele, dla Polski nacjonaliści ukraińscy. W lipcu i w sierpniu wojska polskie, wykorzystując fakt, że naprzeciwko nich były tylko nieliczne wojska radzieckie, przeprowadziły ofensywę, opanowując większą część Białorusi. Na zajmowanych terenach wprowadzano administrację polską, wojsko i żandarmeria odbierały ziemię chłopom i zwracały ją obszarnikom. Wywoływało to opór ludności wiejskiej często przerastający w partyzantkę.

***

Po załamaniu się ofensywy Kołczaka ententa postawiła na Denikina i Piłsudskiego, którego zachęcała do wsparcia tego pierwszego. Piłsudski zdawał sobie jednak sprawę, że Polsce nie na rękę jest zwycięstwo białych Rosjan. Wiedział, że w planach rosyjskich kontrrewolucjonistów albo nie ma miejsca na niepodległą Polskę, albo jest ona mała i uzależniona od Rosji. W tej sytuacji podjął w lipcu próbę rokowań. Wcześniej (przebywający od marca nielegalnie w Polsce) znany polski działacz rewolucyjny Julian Marchlewski na własną rękę starał się wysondować polskie władze co do możliwości podjęcia polsko-radzieckich rozmów pokojowych. Belweder uznał jego propozycje za interesujące, zgadzając się na tajne rozmowy. Po uzyskaniu aprobaty Lenina, Marchlewski wrócił do Polski jako przewodniczący radzieckiej delegacji. Od 20 lipca prowadzono rozmowy w Baranowiczach a od 22 w Białowieży. Mimo skłonności strony radzieckiej do dużych ustępstw, Piłsudski nie zdecydował się skonkretyzować rozmów. Rozmowy skończyły się niczym.

Tymczasem ententa nadal naciskała na Polskę by ta wsparła Denikina. Piłsudski przewidując, że w razie zwycięstwa Denikina ententa będzie popierać „białą” Rosję, postanowił wstrzymać polską ofensywę. Ponownie zaproszono delegację radziecką. Przewodniczącym radzieckiej delegacji tak jak poprzednio był Marchlewski. Rozmowy od 9 września odbywały się w Miekaszewiczach. Marchlewski miał upoważnienie do jak najdalej idących rozmów pokojowych, a strona radziecka gotowa była do daleko idących ustępstw. Wydawało się, że rozmowy idą w dobrym kierunku. Piłsudski jednak pozwolił tylko odeprzeć bolszewikom Denikina. Rozwiązanie, mimo korzystnych propozycji radzieckich, widział tylko w wojnie. Rozmowy przerwano, a polskie wojska wznowiły działania ofensywne już w listopadzie.

***

Po nieudanych negocjacjach wzrastała wzajemna nieufność, sam Marchlewski zalecał wzmocnienie frontu zachodniego, uważając, że uderzenie wojsk polskich jest bardzo prawdopodobne. Piłsudski już w grudniu przygotowywał się do ofensywy, w rozmowie z brytyjskim ambasadorem Rumboldem dowodził, że bolszewicy są słabi i do wiosny bez trudu może dojść do Moskwy, tylko nie wie, co potem. Z kolei dla bolszewików po pokonaniu Denikina front zachodni zmieniał charakter, z frontu drugorzędnego stawał się frontem ważnym. Niemniej władze radzieckie ciągle pragnęły pokoju. Po klęsce Denikina zmieniła się też sytuacja międzynarodowa. Ententa zaczęła tracić nadzieję na zniszczenie bolszewików i co za tym idzie, większą popularność wśród sprzymierzonych zyskała koncepcja Lloyd George’a – normalizacji stosunków z Rosją Radziecką i rozpoczęcia z nią wymiany handlowej. Dawało to, przy dobrej woli, władzom polskim możliwość wynegocjowania pokoju bez narażania się Entencie. Dobrej woli jednak nie było.

22 grudnia Cziczerin wysyła notę z propozycja nowych rokowań. 28 stycznia 1920 roku rząd radziecki w oświadczeniu podpisanym przez Lenina stwierdzał: „polityka RFSRR w stosunku do polski opiera się nie na chwilowych kombinacjach wojskowych czy dyplomatycznych, lecz na zasadzie bezwzględnego, nienaruszalnego prawa samookreślenia. RFSRR uznawała i uznaje bez jakichkolwiek zastrzeżeń niezależność i suwerenność Republiki Polskiej, i to uznaje od pierwszej chwili powstania niezależnego państwa polskiego”. W podobnej poetyce pisane są oświadczenia innych instytucji radzieckich. Rosja radziecka proponuje w tym czasie pokój wszystkim swoim sąsiadom, jak i zachodnim interwentom. Udaje się jej podpisać pokój z Estonią, następuje też odprężenie stosunków z Finlandią i Łotwą. Radzieckie próby rozpoczęcia rokowań były całkowicie przemilczane przez władze polskie. Strona polska nie chciała przyznać nawet, że odebrała radzieckie noty, zrobiła to dopiero pod naciskiem opinii publicznej.

Dopiero 27 marca rząd polski wyraził zgodę na rozpoczęcie rokowań, ale tylko dlatego, że zażądał tego sejm. Piłsudski postawił jednak warunek, by negocjacje odbyły się w Borysowie, mieście znajdującym się na froncie i zawieszenie działań wojennych miało miejsce jedynie na tym odcinku frontu. Piłsudski wiedział, że w pobliżu Borysławia znajdują się największe zgrupowania wojsk radzieckich, zawieszenie broni jedynie na tym odcinku frontu unieruchomiło by siły radzieckie, nie przeszkodziło by jednak koncentracji polskich wojsk przed uderzeniem na Ukrainę. Bolszewicy proponowali inną lokalizację – Warszawę, Moskwę albo jakiś neutralny kraj i zawieszenie broni na całym froncie. Piłsudski upierał się jednak przy Borysowie, zdając sobie sprawę, że tak kuriozalna propozycja jest nie do przyjęcia dla władz radzieckich. Sprawa Borysowa była jedynie pretekstem, by nie dopuścić do rokowań, które mogłyby zniweczyć przygotowywaną od pewnego czasu ofensywę na Ukrainę.

***

21 kwietnia Piłsudski podpisał z Petlurą (przywódcą Ukraińskiej Republiki Ludowej) umowę, w której poparł plany budowy burżuazyjnego państwa ukraińskiego (notabene w umowie tej Ukraina została potraktowana praktycznie jak kolonia). Cztery dni później rozpoczęła się Polska ofensywa na Ukrainę. Na Ukrainie było niewiele wojsk radzieckich, więc Polacy robili szybkie postępy i już 7 maja zajęli Kijów. W tej sytuacji władze radzieckie zaczęły organizować kontrofensywę. Lenin, Trocki i inni przywódcy bolszewiccy wzywali do obrony. 5 maja, przemawiając do wyruszających na front czerwonoarmistów, Lenin mówił m.in.: „Wiecie, ze polscy obszarnicy i kapitaliści, […] narzucili nam nową wojnę. Pamiętajcie, towarzysze, że z polskimi chłopami i robotnikami nie jesteśmy poróżnieni, że niepodległość Polski i polską republikę ludową uznawaliśmy i uznajemy. […] Niech wasze postępowanie udowodni tam, […], że idziecie do nich nie jako ciemiężcy, lecz jako wyzwoliciele. […] potrafiliśmy dać odprawę straszniejszemu wrogowi, potrafiliśmy pokonać własnych obszarników i kapitalistów – pokonamy również polskich obszarników i kapitalistów!…”. Fragment ten wskazuje, że Lenin i przywódcy partyjni traktowali tą wojnę w kategoriach klasowych, nie narodowych. Niemniej ofensywa polska sprawiła, że do armii zaczęło się zgłaszać wielu ludzi o nastawieniu patriotycznym, niewiele mających dotychczas wspólnego z bolszewikami. Traktowali oni udział w kampanii jak obronę ojczyzny przed polskim najazdem.

Wbrew nadziejom Piłsudskiego i Petlury ludność Ukrainy nie uznała wojsk polskich za wyzwolicieli. Chłopi obawiali się powrotu polskich obszarników, w pamięci też miano niedawną wojnę polsko-ukraińską. Nawet część dotychczasowych zwolenników Petlury przechodziła na stronę radziecką. Z kolei w Polsce panowała powszechna, spowodowana sukcesami militarnymi, euforia wśród partii parlamentarnych, nawet endecy przestali krytykować Piłsudskiego.

Sukces polskich wojsk był jednak iluzoryczny. Nie udało się na dłużej zainstalować na Ukrainie, Petlura nie miał żadnego realnego poparcia, a polska armia nie była w stanie okupować tak ogromnego terytorium. 5 czerwca Armia Konna Budionnego przełamała front polski na Ukrainie. Armia Czerwona przeszła do kontrofensywy i szybko parła na zachód. W Polsce, wraz z postępami Armii Czerwonej, narastał kryzys polityczny i konflikt między endecją a piłsudczykami. Wzrastały nastroje antywojenne, znajdujące wyraz w uchylaniu się od poboru i dezercji.

Tak zawrotne tempo kontrofensywy zrodziło w partii bolszewickiej nadzieje na przekształcenie wojny w wojnę rewolucyjną. Tak wspominał to Trocki w swojej autobiografii: „po naszej stronie, wraz z pierwszymi znaczniejszymi zwycięstwami, również wyrobiono sobie zbyt wygórowane pojęcie o otwierających się przed nami możliwościach. Zrodziła się i krzepła chęć przekształcenia wojny, która początkowo nosiła charakter obronny, w zaczepną wojnę rewolucyjną. […] W każdym razie Lenin ułożył sobie taki plan: sprawę należy doprowadzić do końca, czyli wkroczyć do Warszawy, aby dopomóc robotnikom polskim do obalenia rządu Piłsudskiego i ujęcia władzy w swe ręce”. Zwycięstwo w wojnie dawało nadzieję na wskrzeszenie, przygasającej w tym okresie, fali rewolucyjnej na świecie. Jak wielkie były nadzieje, świadczy relacja Zinowiewa z II kongresu Kominternu, który odbył się na przełomie lipca i sierpnia 1920 roku: „każdego ranka delegaci stawali z zapartym tchem przed mapą […] najlepsi przedstawiciele międzynarodowego proletariatu śledzili z biciem serca każdy ruch naprzód naszych armii […] Wszyscy uświadamiali sobie, że jeśli cel militarny postawiony przed naszymi wojskami zostanie osiągnięty, będzie to oznaczać ogromne przyspieszenie tempa międzynarodowej rewolucji proletariackiej”. Na tym samym kongresie jednak podjęto uchwałę mówiącą, że: „dla Rosji Radzieckiej samookreślenie narodu polskiego jest świętym i nietykalnym prawem i nawet gdyby ani jeden żołnierz nie bronił Polski, ziemia polska pozostałaby własnością narodu polskiego a naród polski swobodnie decydowałby o swoim losie”.

Tocząca się od 12 do 16 sierpnia Bitwa Warszawska została jednak wygrana przez stronę polską. W ciągu kilku dni armia polska przeszła do ofensywy szybko posuwając się naprzód. Po wygraniu przez wojska polskie bitwy nad Niemnem było jasne, że tą kampanię wygrali Polacy. W polskim zwycięstwie pod Warszawą nie było zresztą nic „cudownego”, ani nie trzeba było jakiegoś nadzwyczajnego geniuszu. Przewaga wojsk radzieckich nie była zbyt wielka, jeśli chodzi o liczebność, a w uzbrojeniu przewagę mieli Polacy. Tak opisywał to Trocki: „Po olbrzymim wysiłku, dzięki któremu 4 armja w ciągu czterech tygodni przeszła 650 kilometrów, armia ta mogła posuwać się naprzód już tylko siłą inercji. Wszystko zależało teraz od nerwów, a to są zbyt cienkie nici. Wystarczyłby jeden tęgi cios, aby wstrząsnąć naszym frontem i przekształcić jedyne w swoim rodzaju, bezprzykładne – co nawet Foch musiał przyznać – natarcie w katastrofalny odwrót”. Choć po porażce nie brakowało we władzach radzieckich ludzi chcących kontynuować wojnę, pod wpływem Trockiego i tym razem także Lenina udało się przekonać kierownictwo partii o konieczności podpisania pokoju. W Polsce opinia publiczna miała nadzieje na zakończenie konfliktu, za pokojem opowiadały się wszystkie stronnictwa. Sam Piłsudski był pokojowi niechętny. Jednak po spowodowanej jego polityką radzieckiej ofensywie, jego autorytet wyraźnie osłabł. W tej sytuacji rozpoczęte w październiku 1920 roku negocjacje doprowadziły do podpisania 18 marca 1921 roku pokoju w Rydze.

***

Choć Polska odniosła militarne zwycięstwo, umniejsza je przecież fakt, że granice jakie ostateczne wynegocjowała były mniej korzystne, niż te, które wcześniej proponowała strona radziecka bez eskalacji konfliktu. Zarówno dla Polski jak i Rosji wojna oznaczała wielkie zniszczenia, straty w ludziach i koszty finansowe. W 1920 roku ponad połowa budżetu Polski przeznaczone było na cele wojenne, podobnie działo się też w Rosji.

Dla Rosji Radzieckiej była to klęska militarna, ale też koniec na jakiś czas nadziei na rozszerzenie rewolucji. Często pojawia się teza, że błędem był atak na Warszawę i chęć obalenia władzy polskich klas posiadających przy pomocy Armii Czerwonej. Lenin po porażce przyznawał się do błędu. Niemiecka komunistka Klara Zetkin tak wspominała swoją z nim rozmowę na ten temat: „Tak – powiedział w końcu – a więc w Polsce zdarzyło się to, co musiało się stać. Znacie wszystkie okoliczności które temu towarzyszyły: nasza szaleńczo odważna, pełna wiary awangarda nie miała rezerw, ani nawet choć dość raz suchego chleba. Musieli rekwirować chleb polskim chłopom i klasie średniej. A Polacy widzieli w czerwonoarmiejcach nie braci i wyzwolicieli, ale wrogów. […] Ta rewolucja, na którą liczyliśmy w Polsce, nie powiodła się. Robotnicy i chłopi oszukani przez Piłsudskiego i Daszyńskiego, powstali w obronie swojego klasowego wroga. […] wszystkie zalety Budionnego nie mogły nadrobić […] naszego politycznego błędu. Radek przewidział bieg wydarzeń. Ostrzegł nas. Byłem na niego bardzo zły i oskarżałem o defetyzm. […] Tymczasem miał rację w swoim ogólnym wywodzie”. W zasadzie można się zgodzić z Leninem. Wejście na tereny etnicznie polskie pozwoliło polskiej propagandzie wzywać do obrony ojczyzny przed obcym najazdem. Niemniej wezwania te trafiały raczej do inteligencji i młodzieży uczącej się, niż robotników.

Z drugiej strony ze względu na charakter tej wojny, w której dominowała strategia ofensywna i ten, kto atakował, miał zawsze przewagę, trudno było oczekiwać przerwania ofensywy i zatrzymania się na linii Bugu. Cała kampania opierała się na jej niezwykłym tempie, zarówno Tuchaczewski, jak i Piłsudski twierdzili potem, że gdyby Armia Czerwona kilka dni wcześniej dotarła do Warszawy, bitwę wygraliby bolszewicy. Względy wojskowe przemawiały więc za kontynuacją natarcia. Oczywiście nie można zaprzeczyć propagandowym walorom wstrzymania ofensywy, niewątpliwie jednak także zwycięstwo w wojnie je posiadało.

Z punktu widzenia rewolucji polskiej, ale i światowej, ostateczny wynik był najgorszym z możliwych. Po zdecydowaniu się na wkroczenie na tereny etnicznie polskie nie było już odwrotu, porażka militarna stawała się też potężną porażką propagandową. Można było oskarżyć władze radzieckie o imperializm i zaborcze cele. Po zwycięstwie polskie władze rewolucyjne mogłyby zacząć pokojową pracę, zdobyć poparcie polskich klas pracujących. Tymczasem władze polskie zyskały silny propagandowy argument do walki z polskimi komunistami.

About admin

Scroll To Top